Debata – niedziela, 13 czerwca godz. 20.15 w TVP 1 – może była i ździebko nudnawa, ale wolę już taką nudę niż polityczne fajerwerki. Okazało się, że mamy nie tylko dwóch poważnych, lecz nawet czterech solidnych kandydatów na prezydenta, nieźle pod względem krasomówczym przygotowanych. Tylko przebierać i wybierać. Przed nami piąte już prezydenckie wybory w wolnej Polsce. Z każdymi następnymi lepiej widać, jak się pięknie u nas zmieniło. Sprofesjonalizowała się nam polityka, przewidywalna się zrobiła i gładka. Czary-mary i fuksy już się nie zdarzają. Po dwudziestu latach nie działają na nas - oby trwale! - przywiezione z Peru czarne teczki. Egzotyczni kandydaci odpadają w przedbiegach. Ziarno od plew odsiewa się znakomicie. A i kandydaci mają łatwiej. Nie muszą obiecywać, że puszczą biznesmenów w skarpetkach, podarują nam po sto milionów, nie muszą kręcić w sprawie swojego wykształcenia ani tańczyć disco-polo. Co tam jakiś niedoszły magister. Teraz wszyscy jak należy studia pokończyli. Profesorowie i doktorzy nauk się nam wśród kandydatów trafiają.
Głośne wyrzekania, że żyjemy w kraju rozkradzionym, sprzedanym i zrujnowanym, nie znajdują już łatwego posłuchu. Z takimi poglądami można iść na bazar (choć i na bazarze głosów od tego nie przybywa!), a nie na poważną debatę do telewizji. Debatujący kandydaci zgodni nadzwyczaj. Jeden drugiemu przytakuje, myśli jego powtarza i pochwala. Diagnozy trafne, myśl potoczysta, sformułowania okrągłe. Francja elegancja! Przecież tyle można zrobić - razem, wspólnie, solidarnie. W wielkiej czwórce kandydatów pole konfliktu wcale nie jest duże, za to obszar ewentualnej współpracy ogromny. Możemy różnić się w szczegółach, ale poza tym – pełna zgoda.
Oczywiście, że to był polityczny teatr. Ale lepszy taki teatr niż to, co było – targanie po szczękach, wymachiwanie siekierą i teksty w rodzaju: wersalu nie będzie. Bo właśnie zrobił się nam wersal. W czasie debaty jedynie Bronisław Komorowski pozorował śladowe działania zaczepne. Tu łatkę przypiął, tam coś złośliwie przypomniał. Ciekawe, czy przysporzy mu głosów ta zaczepna strategia? Podobnie jak zapożyczona z repertuaru Aleksandra Kwaśniewskiego sztuczka, by niekonwencjonalnym wejściem do studia – wcześniej zarzekając się, że nie weźmie się udziału w debacie - zbić z pantałyku konkurentów i wyprowadzić ich z równowagi. Udała się sztuczka? Nie jestem przekonany. To przecież Platforma Obywatelska miała być partią spokoju, rozwagi i porozumienia. Wypaść z roli na finiszu kampanii - nie jest to zbyt bezpieczne.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!