Reklama

Wydać 160 tysięcy wcale nie jest łatwo…

– Żeby te kobiety wiedziały, ile kosztowały, to chyba by nie uwierzyły – tak jeden z wójtów gmin powiatu garwolińskiego mówił o kosztach unijnego dofi nansowania programów dla bezrobotnych realizowanych przez ośrodki pomocy społecznej.

Rzeczywiście kwoty robią wrażenie. Koszt udziału jednej osoby w takim kilkumiesięcznym programie to ponad 10 tysięcy złotych. Dla osób korzystających z kilkusetzłotowych zasiłków kwota ta jest wręcz oszałamiająca. Wójtowie są zgodni w ocenie tych programów: drogie i mało skuteczne. Dyskusja wybuchła przy okazji scysji, do jakiej doszło na sesji Rady Miasta w Garwolinie.

– Czy w 17-tysięcznym mieście nie ma kilkunastu chętnych do przystąpienia do tego programu? – pytał wzburzony Marek Janiec, przewodniczący garwolińskiej Rady Miasta, po tym jak okazało się, że miasto nie złożyło wniosku o ponad 140 tysięcy unijnego dofinansowania. – Tak właśnie jest – odpowiadała równie emocjonalnie Katarzyna Nozdryn- Płotnicka, skarbnik miasta. – Nie jesteśmy w stanie znaleźć ludzi, bo po udziale w takim programie nie możemy im zaproponować ani pracy, ani mieszkania. Oni nie chcą się szkolić. – To nie posyłajmy dzieci do szkół, bo też nie jesteśmy w stanie zagwarantować wszystkim pracy – ironizował radny Krzysztof Wielgosz. – Te szkolenia są właśnie po to, by zwiększyć szanse tych ludzi na rynku pracy.

– Do wzięcia było 160 tysięcy złotych (16,8 tys. miasto musi wyłożyć z własnej kieszeni – przyp. red.), a my tak łatwo je odpuściliśmy – dodał M. Janiec. – Nie odpuściliśmy – tłumaczył z kolei burmistrz Garwolina Tadeusz Mikulski. – Mazowiecka Jednostka Wdrażania Programów Unijnych nie może tych pieniędzy wdać i dlatego wysyła pisma ponaglające do samorządów.

– Proszę o listę osób, którym zaproponowano udział w tym programie, a one odmówiły – stwierdził na koniec K. Wielgosz. – Tylko uprzedzam, dotrę do każdej osoby i sprawdzę, czy tak naprawdę było! Wezwana na sesję, na dywanik,  Halina Zalewska, kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Garwolinie tę sytuację przeżywa do tej pory. Boli ją posądzenie o to, że mało robi, by pomóc tym najbardziej potrzebującym. Fakty są bowiem inne…

TEORETYCZNIE BEZROBOTNI, W PRAKTYCE NIE MAJĄ CZASU

– Z pomocy naszego ośrodka korzystają 294 rodziny, w sumie 810 osób – tłumaczy H. Zalewska. – Nie jest to więc 17 tysięcy, o jakich mówili radni.

W czym tkwi problem? Rzeczywiście, na program zapobiegający wykluczeniom społecznym samorząd może otrzymać ponad 140 tysięcy złotych, a prawie 17 tysięcy musi wyłożyć z własnego budżetu. W programie musi wziąć udział ok. 15 osób. Przez kilka miesięcy organizowane są dla nich szkolenia (opiekunki osób starszych, podstawy obsługi komputera itd.). Cała grupa bierze też udział w spotkaniach z doradcą zawodowym, psychologiem. Program jest bardzo intensywny. – Naprawdę trzeba zarezerwować sobie sporo czasu – zastrzega H. Zalewska.

Wszyscy są bezrobotni, więc teoretycznie z brakiem czasu nie powinno być problemu, a jednak… W każdej grupie muszą być wyłącznie osoby w wieku produkcyjnym. W dodatku 10 proc. z nich (czyli przynajmniej 1,5 osoby) musi mieć orzeczony stopień niepełnosprawności, część musi mieć zaburzenia psychiczne. „Szczytem szczęścia” jest posiadanie w grupie osób uzależnionych od alkoholu lub narkotyków w trakcie leczenia lub krótko po jego zakończeniu. – I właśnie te wymagania sprawiają, że skompletować grupę jest trudno – dodaje H. Zalewska. – W dodatku część osób korzystających z naszej pomocy w okresie od wiosny do jesieni pracuje na czarno wykonując prace fizyczne. I one nie chcą przychodzić na kursy i spotkania, bo nie mają czasu. Naszymi klientkami są też panie samotnie wychowujące dzieci. One nie mają z kim zostawić tych dzieci, by często każdego dnia w tygodniu przychodzić na szkolenia czy spotkania. Odmowa uczestnictwa w takim programie nie może być podstawą do wstrzymania wypłaty zasiłków. Możemy jedynie prosić i przekonywać, że warto.

BĘDĄ W PRZYSZŁYM ROKU

Pani kierownik od realizacji tych programów się jednak nie odcina. Jak sama mówi, w Garwolinie zrealizowano już takie dwa. Po prostu wyczerpały się możliwości pozyskania nowych osób. – Łatwo nie było – przyznaje H. Zalewska. – Po naszej stronie leżało pilnowanie, by wszyscy dotarli na spotkania, przypominanie o terminach kursów. Pracownicy socjalni wykonywali mnóstwo telefonów do uczestników szkoleń.

Warunkiem uzyskania dofinansowania jest bowiem ukończenie programu przez wszystkich uczestników. Jeśli ktoś wyłamie się w trakcie, to MOPS po prostu pieniędzy nie dostanie i miasto koszty będzie musiało sfinansować z własnego budżetu. Urzędnicy wspominają również o dużych opóźnieniach w wypłacie środków – program dawno się zakończył, a środków na koncie MOPS-u nie było. Trzeba było wydzwaniać, prosić… A czy przynajmniej są efekty?

– Część osób, które brały udział w tych szkoleniach, nadal pozostaje pod naszą opieką – dodaje H. Zalewska. – Część znalazła jednak pracę.

Garwoliński MOPS kolejny program zamierza zrealizować w 2013 r.

JUSTYNA JANUSZ

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama