Lubię wszystkie pory roku, bo w każdej są jakieś zjawiska, które mnie cieszą i pozwalają umacniać pozytywne myślenie. Ale ostatnia zima, a szczególnie jej powolne odchodzenie, cokolwiek mnie zdenerwowała, dlatego włócząc się z Psiną po podsiedleckich łąkach i oczeretach, wypatrywałem oznak wiosny, jak żadnego poprzedniego roku. I spełniło się! Jakieś dwa tygodnie temu usłyszałem tryl skowronka, kilka dni później gwizdanie szpaka, a wczoraj cieszyłem się widokiem boćków. Brakuje mi już tylko mleczy, bo gdy poczuję na języku smak białego soku i zadmę w piszczałkę, zrobioną z rurkowatej łodyżki, wiem, że wiosna przyszła. Jest to mój osobisty rytuał magiczny, który kiedyś był zabawą, a dziś, gdy cokolwiek wydoroślałem, jest mostem, spinającym czas przeszły i teraźniejszy.
Kiedyś myszkowanie po ścieżkach i gąszczach było szukaniem przygód, dziś - miłą rozrywką. Wyznam, że boję się czasu, gdy (nie daj Boże!) stanę się aż tak nieudolny i niewydolny, że łazikowanie po polach stanie się niespełnionym pragnieniem, źródłem cierpkich wzruszeń i żalu, za przeszłością. Ale (chwalić Boga!) jeszcze mogę i ile tylko się da, korzystam z tej możliwości. Łazikując, spotykam ludzi. Czasem zawiązują się rozmowy; czasem o niczym, a bywa, że korzystając z obopólnej anonimowości, przypadkowi znajomi otwierają się i - jak to odbieram - starają się oczyścić duszę, serce i umysł z nagromadzonych w nich trucizn, których nie mogą „zutylizować” w gronie przyjaciół. Mówią szczerze, mając świadomość, że ktoś taki, jak ja (Bóg wie skąd i kto?) nie zaszkodzi im, nie wykorzysta treści tej „świeckiej spowiedzi” przeciwko nim. Ja zaś, słuchając, otrzymuję szczególny dar wejścia w życie innego człowieka, a przez to ogromny materiał do przemyśleń. Takie zwierzenia, aczkolwiek nieczęste, uczą mnie pokory wobec mego losu oraz dają wiedzę na temat potencjalnych życiowych zagrożeń i metod jeśli nie omijania ich, to łagodzenia złych skutków. Mimo że po takich spotkaniach czasem rodzi się pokusa dziennikarskiego wykorzystania zasłyszanych historii, nigdy jej nie uległem. Uważam, że byłoby to nieetyczne, bo nie w tym celu przypadkowi ludzie zawierzali mi część samych siebie.
Inny wniosek z tych pogwarek w drodze jest taki, że bardzo, ale to bardzo brakuje nam dobrych relacji z innymi: otwartych, wolnych od teatralności czy okazjonalności. Łakniemy relacji serdecznych, szczerych i niepodszytych interesownością, wolnych od lęku, że ujawnione problemy staną się powodem kpin i plotek. Cierpimy na przesyt znajomych i dotkliwy deficyt przyjaciół. Jak temu zaradzić? Nie wiem... Boxer
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!