15 grudnia wszedł w życie nowy rozkład PKP Intercity. Zdaniem siedleckiej radnej Angeliki Ambroziewicz wykluczył on komunikacyjnie tysiące mieszkańców powiatu.
W minioną niedzielę wiele osób przekonało się boleśnie, że nie można zakupić biletów na pociągi PKP Intercity do i z Siedlec Zachodnich.
– Nikt się nie spodziewał, że stacja zostanie całkowicie wykluczona. I na samym przystanku nie było wcześniej informacji przewoźnika na ten temat – mówi „TS” Angelika Ambroziewicz.
Radną Zgody i Rozwoju w radzie miasta to oburza. – Przecież z tego przystanku korzystają mieszkańcy nie tylko tej części Siedlec, ale również powiatu i gminy. To więcej niż w przypadku stacji Mińsk Mazowiecki (niecałe 40 tys.) czy Mrozy (3,5 tys.). Dodatkowo z tej strony miasta powstają osiedla, na których ludzie chcą zamieszkać także ze względu na lokalizację przy stacji Siedlce Zachodnie, z której dostępne są szybkie połączenia np. z Warszawą. Pozbawienie ludzi tych połączeń to swego rodzaju wykluczenie. Przez lata pociągi PKP Intercity mogły się tu zatrzymywać. Dlaczego teraz już nie? Dlaczego nie wzięto pod uwagę pasażerów? Przewoźnik chwali się, że nowy rozkład ma być przyjazny. Dla osób korzystających z przystanku Siedlce zachodnie to bardzo niestosowna reklama – komentuje.
Radna zbiera w internecie głosy protestu przeciwko decyzji przewoźnika. Interweniowała też u władz PKP Intercity. Jak dowiedział się „Tygodnik Siedlecki”, starania o przywrócenie Siedlec Zachodnich do rozkładu pociągów pośpiesznych podjęli też prezydent Siedlec Tomasz Hapunowicz oraz wójt gminy Siedlce Henryk Brodowski.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze