Reklama

Zainfekowanie słabością

Zaintrygowany tytułem, sięgnąłem po jedną z lokalnych gazet, przestrzegającą na przed zainfekowaniem sektami. Tekst okazał się schematyczny co do treści i przesłania, brzmiącego: „sekty z definicji złem są i basta!” 
Występujący w materiale rodzice nie mogą pojąć, jak to się stało, że ich dzieci - z reguły: miłe, mądre, zdolne, do tego wierzące i przykładnie religijne, nagle, pod wpływem rozmowy, czy treści podarowanej im książki, do tego stopnia radykalnie zmieniły swoje życie, że zdecydowały się na zerwanie więzi z rodzicami.
Zarówno nieszczęsne matki, jak i zrozpaczeni ojcowie, a także autorka tekstu, i różni „sektoznawcy” powielają obecne w świadomości społecznej przekonanie, że główną winę za te niewątpliwe dramaty ponoszą demoniczni „werbownicy”, którzy, uciekając się do sztuczek socjotechnicznych, zawłaszczają władzę nad sercami i wyobraźnią młodych ludzi (choć nie tylko). A w moim oglądzie, ze względu na gwałtowność i radykalizm postaw, bardziej zasadne wydaje się złożenie „winy” na płytkość postaw religijnych i jakąś formę bezrefleksyjności uczestniczenia w kulcie osób, które „sekty usidliły”. Nie mogę dać wiary wywodom, że oto w życiu zdeklarowanego i aktywnego katolika pojawił się propagator jakiejś innej idei i bez kopotu nakłania go do odrzucenia tego, w co ponoć głęboko wierzył i z czym się identyfikował.

Gwałtowność i siła „przylgnięcia” do nowego systemu wartości pozwalają sądzić, że osoby tak czyniące znalazły w nim coś o wiele bardziej przekonującego i atrakcyjniejszego duchowo, niż dotąd wyznawane poglądy i przekonania. A to już „niedoróbka” rodziców oraz dotychczasowych przewodników duchowych, że głoszone przez nich racje nie trafiły i nie ukorzeniły się w tych, którzy je zastąpili innymi. 
Brak odniesienia do tego wątku w tekście o „zainfekowaniu sektami” jest jego najpoważniejszą niedoróbką. Problem jest zbyt poważny, by skupiać uwagę czytelników na epatowaniu ich rozdzierającymi opowieściami jednych rodziców ku przestrodze innych. 
Problem tzw. sekt da się  sprowadzić do kwestii psychomanipulacji i wmawiania czytelnikowi, że praktykowanie medytacji i wegetarianizm są nieomylnym znakiem popadania w uzależnienie od tzw. sekt. To problem o wiele bardziej złożony, to także problem niezrealizowanych potrzeb duchowych oraz problem słabości siły wiary i identyfikacji z jej źródłami oraz przesłaniem. A za te kwestie - powtórzę się -  pospołu odpowiadają rodzice i duszpasterze. Widać za mało się przyłożyli i źle wykonali zadanie formacyjne. Nie można składać „winy” wyłącznie na jakieś demoniczne zdolności tzw. sekt.
Boxer

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości