Zaczęło się od nieporozumień i rozliczeń finansowych przy prowadzeniu wspólnej, sąsiedzkiej inwestycji. Potem doszły jeszcze podejrzenia o uwiedzenie przez sąsiada 15-letniej córki. Matka dziewczyny i babcia szukają sprawiedliwości.
Swoją sprawą obydwie kobiety próbowały zainteresować burmistrza Mińska Mazowieckiego, bo sąsiad, z którym są w konflikcie, jest strażnikiem miejskim, a więc podwładnym burmistrza. Niestety, nic nie wskórały. Zamiecione pod dywan? Po tym, jak burmistrz uchylił się od podjęcia jakichkolwiek działań wobec swojego pracownika, kobiety złożyły na niego skargę. Sprawą zajęła się jedna z komisji rady. Nie było dyskusji, wyjaśnień. Skarga złożona na burmistrza została potraktowana przez badającą ją komisję jako nieuzasadniona. Nie dopatrzono się nieprawidłowości ze strony burmistrza. - Opisane przez mieszkankę zdarzenia należą do rozstrzygniecia przez prokuraturę i sąd - poinformował radny. Czego ta skarga dotyczyła? Tuż po głosowaniu, kilku zapytanych o to samorządowców, którzy chwilę wcześniej podejmowali w tej sprawie uchwałę, wzruszało ramionami. Najwięcej do powiedzenia o złożonej skardze miałyby dwie kobiety: matka i babcia nastolatki. Drobna, szczupła, o jeszcze dziewczęcym wyglądzie, matka 15-letniej córki tę skargę napisała. Babcia 15-latki wspierała ją psychicznie, ale nikt z władz miasta nie udzielił jej głosu. O nic nie zapytał. Kobiety były rozżalone, bo właśnie od burmistrza oczekiwały, że zajmie się tą sprawą. W końcu dotyczy ona jego podwładnego - strażnika miejskiego.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!