Reklama

Znikające psy

Defraudację prawie dziesięciu tysięcy złotych z budżetu miasta i zabicie około trzydziestu psów zarzuca grupa działaczy Łukowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami jednej z członkiń organizacji. Sprawę bada już łukowska policja i prokuratura.

Pani Monika (imię kobiety zostało na jej prośbę zmienione) była od lat jedną z najaktywniejszych członkiń towarzystwa. Naprawdę kochała zwierzęta. Dużo wolnego czasu poświęcała opiece nad nimi, od dziecka zabierała do domu porzucone psy. Potem pomagała wyłapywać bezdomne czworonogi, woziła je do przytuliska, załatwiała im adopcję, a te, którym się nie udało, przewoziła do schroniska. Często przypadała jej niewdzięczna rola usypiania ślepych miotów. Organizowała pogadanki w szkołach, szczególnie tam, gdzie dochodziło do przypadków znęcania się dzieci nad zwierzętami. Inni członkowie towarzystwa doceniali jej pracę. Prezes TOZ, Ludmiła Bielous zawsze podkreślała, że dobrze jej się z nią współpracuje. To nie mój pies! - Moje problemy zaczęły się na początku bieżącego roku, kiedy weszłam w konflikt z prezeską – opowiada Monika. - Inne członkinie TOZ i pani Bielous wypuszczały psy z kojców, my je łapaliśmy, a one znów wypuszczały je na ulicę. Na polecenie administrującego kojcami urzędu miasta klucze zostały im zabrane. Wtedy one, a w szczególności pani prezes zaczęły się mścić. Padły też te dziwne podejrzenia – mówi Monika.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości