Reklama

Radary i abonament

 „Tylko facet, który nie ma prawa jazdy, może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie na drogi” – powiedział przed laty Donald Tusk. Nie był jeszcze wtedy premierem, a sympatycznym, wyluzowanym liderem opozycji. To celne zdanie zapadło mi w pamięć i, niestety, utkwiło na dłużej. Przypomniało mi się, kiedy wyczytałem, że w pierwszym kwartale 2013 r. – czyli niemal już – na polskich drogach będzie działało 375 fotoradarów. To sporo, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że dotychczas mieliśmy takich urządzeń tylko 75. Za rządów Donalda Tuska kupiono więc trzysta nowych radarów.

Wróćmy jeszcze raz do tamtej pamiętnej wypowiedzi. W całości leciało to tak: „Drogi są co prawda coraz gorsze, ale za to fotoradary pojawiły się na ulicach. To znaczy: Polacy mają być kontrolowani wszędzie, w każdym miejscu, a na drodze przez fotoradar. Mają jechać 30 kilometrów na godzinę, ponieważ drogi na szybszą jazdę nie pozwalają. To jest filozofia PiS-u: utrudnić życie ludziom, a na koniec ich skontrolować. Wszystkich, bez wyjątku. Tylko facet, który nie ma prawa jazdy, może wydawać pieniądze na fotoradary, a nie na drogi”.
Rządzi nami facet z prawem jazdy, a radary kupujemy hurtowo. Dlaczego? Dlaczego jest inaczej, niż wydawało się, że będzie? Jest kilka możliwości. Być może premier uznał, że za jego rządów stan dróg jest już tak dobry, że najwyższy czas zainwestować w radary. Być może Platforma Obywatelska chce iść w ślady swojej niechlubnej poprzedniczki – „utrudnić życie ludziom, a na koniec ich skontrolować”. Być może fotoradary są na polskich drogach niezbędne ze względów bezpieczeństwa, a ówczesny lider PO wyzłośliwiał się po prostu. Być może Donald Tusk tak nam się zatracił w urzędowaniu, że stał się równie odklejony jak facet bez prawa jazdy.

Jak to trzeba uważać, co się mówi. Wydziwiasz na fotoradary, brachu? To sam, co za ironia, postawisz ich najwięcej. Mówisz, przyszły premierze, że PiS ma obsesję kontrolowania wszystkiego? Uważaj, bo to za twoich  rządów liczba podsłuchów wzrośnie niewyobrażalnie. Co mówił nasz pan premier o abonamencie rtv? Mówił: „Abonament radiowo-telewizyjny jest archaicznym sposobem finansowania mediów publicznych, haraczem ściąganym z ludzi”. I właśnie dlatego, że tak mówił, kontrolerzy Poczty Polskiej chodzą teraz od mieszkania do mieszkania, sprawdzając, kto nie płaci tego archaicznego haraczu. Wcale nie chcę powiedzieć, że nasz premier jest jak Jonasz i wszystko wychodzi mu odwrotnie. Choć byłyby ku temu słuszne przesłanki, ale nie będę wchodził w takie drobiazgi, jak likwidacja Senatu, obniżanie podatków i jednomandatowe okręgi wyborcze. Cóż, takie właśnie okrutne bywa życie. Chcesz jednego, a dostajesz od losu coś zupełnie przeciwnego. A tego, na czym najbardziej ci zależy, nie będziesz miał nigdy.

Wszyscy wiemy, że nasz premier to pierwszorzędny kibic piłkarski. Dobrze czuje się nie tylko na trybunie (gdzie można ze znajomkiem radośnie przybić piątkę), lecz również na murawie. W wolnej od stawiania radarów chwili sam lubi, jak to mówią, haratnąć w gałę. Być może z powodu tego upodobania pana premiera na najważniejszej w historii kraju piłkarskiej imprezie polska drużyna zajęła ostatnie miejsce w najsłabszej grupie. Ostatnio premier Donald Tusk wygłosił w Sejmie tzw. drugie exposé. Zapowiedział dla kraju dużo dobrych, ważnych rzeczy. I trochę mi z tego powodu nieswojo.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości