Kibice i sportowcy, zwłaszcza sportowcy, wiedzą, że najbardziej cieszy wygrana minimalną przewagą, wygrana o włos. Najradośniej jest zwyciężyć, jeśli można było przegrać. Wtedy, gdy przeciwnik był tak silny, że w zasadzie powinno się przegrać. Zwycięstwo 8:0 to, przepraszam bardzo, nie jest żadne zwycięstwo. To jest deklasacja, masakra. Do historii przechodzą te mecze (na przykład ostatnia wygrana Lecha Poznań z Manchesterem City), kiedy wygrywa się w sytuacji, będąc w zasadzie skazanym na porażkę. W siatkówce i tenisie najbardziej cieszą wygrane w tie-breaku. Kiedy wszystko zależy od jednej, dwóch piłek. Zwycięstwo ma wówczas niepowtarzalny smak. Zasada ta dotyczy nie tylko sportu. (Uwaga! Gwałtowny przeskok tematyczny.)
Mottem „Zniewolonego umysłu” Czesława Miłosza są słowa starego Żyda z Podkarpacia: „Jeżeli dwóch kłóci się, a jeden ma rzetelnych 55 procent racji, to bardzo dobrze i nie ma co się szarpać. A kto ma 60 procent racji? To ślicznie, to wielkie szczęście i niech Panu Bogu dziękuje! A co powiedzieć o 75 procent racji? Mądrzy ludzie powiadają, że to bardzo podejrzane. No, a co o 100 procent? Taki, co mówi, że ma 100 procent racji, to paskudny gwałtownik, straszny rabuśnik, największy łajdak”.
Ile racji ma aktualnie Platforma Obywatelska? Jeśli to jest 60 procent, to i tak bardzo dużo. To – powtórzę za Żydem z Podkarpacia - wielkie szczęście i niech Panu Bogu dziękuje. I starczy. Bo mieć 75 procent racji, to już jest, zdaniem starego Żyda, mocno podejrzane. Odkąd w PO nie ma tego posła, który założył ruch poparcia dla samego siebie, Platforma ma trochę więcej racji, trochę jej przybyło. Odkąd w PiS brakuje niegłupich, wygadanych posłów – Joanny Kluzik-Rostkowskiej, Elżbiety Jakubiak, Jana Ołdakowskiego – poziom racji w partii Jarosława Kaczyńskiego także się obniżył. Równowaga została zachwiana i wbrew pozorom nie jest to dla Platformy dobra wiadomość. Żeby dobrze grać, trzeba mieś solidnego sparingpartnera.
Miło było popatrzeć na prezydencką kampanię wyborczą. Nie tylko dlatego, że Jarosław Kaczyński wydawał się taki obliczalny i spokojny. Także dlatego, że dzięki temu spokojowi i braku agresji wyborcze starcie nabrało powagi i znaczenia. Wybór był rzeczywisty, a o wyborczym wyniku zdecydowało w sumie tak niewiele. 53:47 – czy to nie jest piękny wynik? Czy to nie było radosne zwycięstwo Bronisława Komorowskiego? Czy bylibyście zadowoleni, szalikowcy Platformy, gdyby Bronisław Komorowski zwyciężył Kaczyńskiego stosunkiem 97:3? Kiedy będziecie szczęśliwi? Kiedy ostatni PiS-owiec zostanie nawrócony, pokaja się publicznie, wyemigruje na Białoruś albo wyjedzie do NRD? Nad kim będziecie wtedy demonstrować swoją niepodważalną wyższość? A wy, szalikowcy PiS, co zrobicie bez Platformy Obywatelskiej i Donalda Tuska? Gdzie znajdziecie godnego przeciwnika? Komu będziecie wymyślać? Komu się odgrażać? Pohamujcie trochę, weźcie na wstrzymanie. Mieć 100 procent racji, to jest naprawdę bardzo podejrzane.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!