Reklama

1920

- Piłsudski i jego Polacy wyrządzili ogromną szkodę światowej rewolucji– ubolewa towarzysz Lenin w finale „Bitwy Warszawskiej” Jerzego Hoffmana. Przez skromność nie zaprzeczymy. Szkoda była. Okazaliśmy się niegościnni. Raz jeszcze wyszliśmy na rusofobów.  Co bardziej wrażliwi słusznie nam to wytkną. Na dodatek znowu bezczelnie obchodzimy rocznicę swojej niegościnności. Wspominamy sierpień 1920 roku i naszych dziadków i pradziadków – młodych, patrzących na nas z sepiowych fotografii w mundurach z tamtej właśnie wojny. Tych, co w godzinie próby dali radę.  

Zamiast przyjąć gości ze Wschodu ze słowiańską gościnnością, Polacy stawili  niezrozumiały opór. (No może nie wszyscy. Bohaterowie najnowszej książki dyrektora Żydowskiego Instytut Historycznego starali się propagować odmienną postawę, lecz generalnie byli w mniejszości.)
Szczerze mówiąc, po naszych dziadach i pradziadach tego się można było spodziewać. Stawanie ością w rosyjskim gardle to od kilku wieków ulubiona rozrywka nierozumnych Polaków. Zamiast uznać wyższość, ukorzyć się i roztopić w żywiole słowiańskim, regularnie wierzgają: - 1794, 1830, 1863. Na dodatek - tfu, co za brak taktu! - dorabiają do swojej niegościnności romantyczną mitologię w mowie wiązanej: „Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże, gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże, Warszawa jedna twojej mocy się urąga, podnosi na cię rękę i koronę ściąga...”

Niektórym tak weszło to w krew, że nie potrafią się powstrzymać. Przy lada okazji,  nawykowo i z przyzwyczajenia, są mało gościnni. Nawet wtedy, kiedy, jak w czasie Euro, goście przyjeżdżają nie armią konną, lecz w pokojowych zamiarach, by kibicować sportowej rywalizacji. Co bardziej bojaźliwi z naszych machają wtedy konstytucją, kodeksem karnym albo obolałą narodową tradycją, prosząc lub wręcz żądając, żeby Rosjanie nie paradowali po Warszawie z sierpem i młotem na flagach czy koszulkach.

Były to, powiedzmy sobie szczerze, przykre i zupełnie bezpodstawne żądania. Goście oczywiście mieli (i mają) pełne prawo - i do sierpa, i do młota. Zasłużyli sobie. To ich niezaprzeczalna własność i ich dorobek. Mają prawo być z tego dumni. To jest ich sierp, to jest ich młot, przez nich zrobiony i nic nam do tego. Nikt nie ma prawa z tej dumy ich odzierać. Tak kombinować, żeby wywołać dwie wojny światowe i  stworzyć najbardziej zbrodniczy ustrój w dziejach, nie każdemu się uda. 

Zamiast naszego durnego burzenia się na sierp i młot, można było natomiast rozważyć wobec gości ewentualną dyplomatyczną sugestię o wymowie całkowicie odmiennej. Można było poprosić, żeby takie właśnie koszulki, z sierpem i młotem, założyli. Żeby ich z daleka było widać i można było bez trudu rozpoznać. Nie żeby nakazywać, co to, to nie! Oczywiście nic na siłę.
Kto czytał „Listy z Rosji” markiza de Custine’a, ten wie, jak głęboko miłujący wolność jest to naród, ewentualny nakaz mógłby więc naruszyć jego wrodzone umiłowanie swobody. Nieprawdaż? 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości