Reklama

Ale urwał!

Prima Aprilis to dzień ludzi dowcipnych. Nie jest to, nie ukrywajmy, święto łatwe w obejściu. Ciężko jest być jajcarzem. Na duszę towarzystwa czyha wiele niebezpieczeństw i niespodzianek. (Na przykład trudny dowcip o dwóch trębaczach.) Trzeba mieć w sobie coś więcej niż wrodzony dryg. Należy opanować szereg ludowych żartów. Mają one tę zaletę, że nie są przesadnie skomplikowane. Sprawią natomiast, że do końca życia będziemy uważani za najweselszego chłopca w firmie. (Gdzie nie pójdzie, tam go wyśmieją).

Kandydat na dobrego jajcarza powinien wiedzieć, że witając się, nie wystarczy zwykłe: Dzień dobry. To odzywka dla ludzi bez polotu. Człowiek dowcipny mówi w takich okolicznościach: Dzień dobry, jestem z Kobry. Ewentualnie, dla urozmaicenia: Serwus, jestem nerwus. No chyba, że sobie akurat akompaniuje na mandolinie, wtedy może zaintonować: Jestem wesoły Romek, mam na przedmieściu domek.  
Analogicznie przy pożegnaniu. Nie wystarczy prostackie: Do widzenia. Bardziej żartobliwe będzie rozbudowane: Do widzenia, ślepa Gienia. Jeśli chcemy błysnąć w  towarzystwie znajomością języków obcych, dobre wrażenie zrobi zapewne swobodne: See you later, Aligator. Albo: Good Bye, Blue Sky. Jeśli wychodzimy jedynie na chwilę, mówimy oczywiście: Idę na taras i wracam zaraz.

Człowiek wesoły powinien umieć znaleźć się w każdych okolicznościach: Na pogrzebie Marianny dobre będzie: No to ciach, Mańkę w piach. Natomiast pijąc alkohol z pediatrą: No to po maluchu.
Skoro jesteśmy przy konsumpcji alkoholu. W przypadku żartów, związanych z piciem, należy wiedzieć, z kim się pije. Z tenisistą (lub siatkarzem) pijemy setami. Z ornitologiem – na sępa, z syndykiem
– do upadłego, z matematykiem – na potęgę, a z księdzem na amen. Najzdrowsze i najbardziej popularne jest picie z lekarzem: Na zdrowie. Nie zapominajmy też o starym toaście: Za flotę radziecką (obecnie rosyjską). Do dna!

Gdy opanujemy repertuar podstawowych odzywek i grepsów, możemy sztukę dowcipu ubogacić odrobiną kultury. Na przykład filmowej. Słysząc od kolegi: Fajny film wczoraj widziałem…, człowiek dowcipny pyta natychmiast: Momenty były? Masz…
Nagle odkryty w kryjówce jajcarz zawsze zagai rozmowę sympatycznym: Dzień dobry, czy zastałem Jolkę? Wie również, co się urwało  temu misiu. (Oczko). Opowiadając o sobie, wyzna, że urodził się w Małkini w połowie lipca. No... to tyle może o sobie na początek.
Poza dowcipnym zestawem obowiązkowym, rozciąga się nieskończona kraina improwizacji oraz żartów sytuacyjnych. Jeśli będziemy mieli szczęście, istnieje szansa, że ktoś się roześmieje. A może nawet rzuci z podziwem: Ale urwał!
Na to jednak bym przesadnie nie liczył.   

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości