Reklama

(A)logika

14/09/2010 13:01

Coraz trudniej jest połapać się, do jakich celów politycznych zmierza Jarosław Kaczyński. Szczególnie namotała sekwencja ostatnich zdarzeń, która z oporami stosuje się do zasad logiki zwyczajnej. Najpierw lider PiS pozbył się jednego żarliwego pretorianina-neofity Marka Migalskiego, europosła, a następnie upokorzył Elżbietę Jakubiak, najżarliwszą (obok Beaty Kempy) członkinię „starego zakonu” i współautorkę jego udanej kampanii wyborczej. Za komentarz do tego wydarzenia niech posłuży opinia jednego z dziennikarzy, który oddając wyraz twarzy pani poseł po wyjściu z posłuchania u wodza, powiedział: „Wyglądała jak zbity psiak...”

Ale też nie współczuję ani jej, ani innym członkom PiS, którzy popadli w niełaskę prezesa Kaczyńskiego. Dobry jest tu komentarz mej Babuni: „A cierp ciało, jak ci się myśleć nie chciało...” Do aktywnego myślenia zmusiły mnie spicze Pana Prezesa wygłoszone 10.09 na tzw. konwencji obywatelskiej i pod „krzyżem smoleńskim” - majstersztyk makiawelizmu! Najpierw bowiem nawymyślał kilku liderom PO (łącznie z prezydentem) i zażądał od nich usunięcia się z polityki jako moralnie winnych niemającej precedensu w dziejach świata katastrofy. Po czym „przepowiedział” atak środowisk jemu wrogich... Mój Boże, jak rzuca granat, to trudno zakładać, że przeciwnik ciśnie doniczką z pelargonią! W pełni zgadzam się z Jarosławem K., że „katastrofa smoleńska” nie ma precedensu, ale dlatego, że kanceliści żadnego prezydenta (on sam?) nie oszaleli na tyle, aby zabierać na pokład samolotu prezydenckiego najwyższych dowódców sił zbrojnych - że o innych osobistościach życia politycznego nie wspomnę. Nie umiem natomiast znaleźć związku między śmiercią Lecha K. a ową atmosferą przyzwolenia na krytykę jego prezydentury. Polityk (Jarosław K. powinien to wiedzieć) zawsze jest narażony na krytykę, a im wyższą ma pozycję, tym jest ona mocniejsza. (A Lech K. nie był najlepszym z polskich prezydentów...). Idąc śladem rozumowania Jarosława K. można uznać, że gdyby (oby nie!) prezydentowi Komorowskiemu przytrafiło się jakieś nieszczęście, to Pan Prezes - bez pardonu atakując prezydenta, a tym samym ośmielający innych do naśladownictwa, byłby moralnym sprawcą takiego wypadku. Można pójść jeszcze dalej: jeśli przyjąć, że Tusk, Komorowski są „moralnymi sprawcami” śmierci Lecha K., to nie mniej winny jest i Pan Prezes, bo zlecił bratu partyjne zadanie ubiegania się o urząd prezydenta RP i uczynił wszystko, by ten zamysł się udał. Absurd za absurdem? Jak najbardziej! Ale zgodne z (a)logiką wodza PiS. A w ogóle to już najwyższa pora na zakończenie tych politycznych egzekwii, bo nie służą one ani zmarłym, ani żywym.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości