Reklama

Będzie lampa, czyli koniec wakacji

Pogoda w Jazach jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiadomo, co się trafi – taki pożyczony aforyzm ułożył mi się w głowie tamtego niedzielnego ranka. Siedzieliśmy z Karolą na ławeczce. Wstążka dymu, wąziutka niczym z papierosa, wypełzała z szarego popiołu wygasłego ogniska. Nad lasem po drugiej stronie bindugi wstawało, jak podarunek losu, nieomylne słońce.
Ciepłe promienie grzały nam twarze i zganiały srebrną rosę z traw. Dzień zapowiadał się jak carski rubel. Bez jednej chmurki. Tak zresztą miało być. Od lat co wieczór zaklinaliśmy i zaklinamy pogodę na następny dzień: – Będzie lampa!
I czasami nawet się sprawdza. Na razie jest poranek. Jeszcze kwadrans i ci, co śpią w namiotach, będą dusić się od upału. Zacznie się nerwowe szarpanie suwakami. Zo już się szamocze. Damian pochrapuje cicho. Mario przewraca się na drugi bok. Daleko za lasem, dokąd pójdziemy po południu, mąż Pani Jagodzianki odpala wysłużonego volkswagena. Zanim słońce wzniesie się nad domek Franka, na naszą polanę zajedzie śniadanie – spécialité de la Mikaszewo.
Dzień taki piękny, szkoda każdej chwili. Zupełnie jak u Miłosza: „Krótkie dni. Krótkie noce. Krótkie lata”. Nie wiadomo, jak długo to potrwa. Wczoraj przecież przez pół dnia chowaliśmy się przed deszczem.

Motocykliści odjadą jeszcze przed południem. My też wpadliśmy jak po ogień. I nie całkiem w komplecie. Nie ma komu złowić chipsów, ani z kim przegrać flaszki. Zazdrosny świat wciągnął nas, porwał i połknął. Jeszcze odprawiamy pradawne rytuały: kąpiel, obiad w Starożynie, dwie łomże, targanie drewna, wyprawę do źródełka, ognisko, winko czerwone, długie wpatrywanie się w płomienie. Ale policzone są już dni i godziny. Trawa pod namiotami nie zdąży się ugnieść.
Dokąd poszły: wakacyjna nuda, przepaścistość letnich popołudni, kiedy czas zatrzymuje się i zdaje się być bez dna, urlopowe lektury, przerywane nieśpiesznym snem, gdy senna głowa układa się na książce? Nie, nie z żalu pytam, ale z zamyślenia…
Czy to my zepsuliśmy, rozregulowaliśmy pogodę, czy to ona nas zepsuła i rozpuściła? Ciągłym pośpiechem, pędem, przemieszczaniem się, niecierpliwością, nieustannym poszukiwaniem… Zbudowaliśmy fronty i różnice temperatur, sprowokowaliśmy zmiany atmosferycznych nastrojów, tornada, ulewy, nagłe wezbrania, powodzie. A może to nie pogoda, tylko czas taki?
To lato przejdzie, już przeszło, do historii jako mało spokojne. No chyba – odpukać w stolik pod wiatą – że następne będą gorsze.
Cokolwiek się stanie, trzeba wierzyć. Nie ma inaczej: – Będzie lampa!

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości