Gdy w innych miejscowościach końcówka grudnia upływa spokojnie, w Sławatyczach nikt nie ma wątpliwości, że stary rok trzeba pożegnać głośno. Bardzo głośno. Tu nie wystarczy symboliczny toast – tu na ulice wychodzą Brodacze.
Brodacze są wszędzie: na ulicach, pod domami, przy samochodach, które muszą się zatrzymać, bo tak każe zwyczaj. To znak, że w Sławatyczach rozpoczęło się symboliczne żegnanie starego roku.
Przez trzy ostatnie dni grudnia miejscowość nad Bugiem żyje w rytmie tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Młodzi mężczyźni kolędują, zaczepiają przechodniów, straszą dzieci – ku ich radości i przerażeniu jednocześnie – oraz gonią panny. Gdy już dogonią, biorą je „na chocki”, podrzucając wysoko w górę. Dawniej miało to zapewnić szybkie zamążpójście, dziś wywołuje śmiech, rumieńce i salwy oklasków.
– To musi być żywe, głośne, trochę dzikie – mówią mieszkańcy. – Inaczej stary rok nie odejdzie.
W tym roku Brodacze mieli wyjątkowo dużą publiczność. Do Sławatycz przyjechali nie tylko mieszkańcy okolicznych miejscowości, ale też goście z odległych regionów Polski i z zagranicy. Wielu z nich po raz pierwszy zobaczyło ten zwyczaj na żywo. Organizatorzy zadbali o dodatkowe atrakcje, dzięki czemu ulice wypełniły się nie tylko Brodaczami, ale też aparatami fotograficznymi, kamerami i zdumionymi spojrzeniami.
Choć widowisko przyciąga uwagę, dla samych Brodaczy to nie pokaz. To rytuał. Od 2021 roku zwyczaj żegnania starego roku w Sławatyczach widnieje na Krajowej Liście Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego, ale nikt tu nie mówi o nim jak o „produkcie”. To coś, co się po prostu robi – tak jak robili to ojcowie i dziadkowie.
Szczególne emocje budzi konkurs na Brodacza Roku. Tu nie wygrywa ten, kto jest najgłośniejszy, ale ten, kto najlepiej oddaje ducha tradycji. Jury ogląda czapy z bliska, sprawdza materiały, dopytuje o ręcznie robione kwiaty i wstążki. Każdy detal ma znaczenie, a kupione ozdoby oznaczają natychmiastową dyskwalifikację.
W tym roku tytuł ponownie trafił do 19-letniego Michała. Jego czapa – ciężka, bogato zdobiona, wykonana ręcznie przy pomocy bliskich – przyciągała spojrzenia od pierwszych chwil. Gdy ogłoszono werdykt, w tłumie nie było zaskoczenia, raczej uznanie. Konkurencja była silna, ale tradycja okazała się jeszcze silniejsza.
W Sławatyczach stary rok nie odchodzi po cichu. Tu się go przegania – z brodą, czapą i krzykiem, który ma przynieść szczęście na kolejne dwanaście miesięcy.
Zdjęcia: Aleksander Skums
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Zamążwyjścieodchodzidolamusa...
Zamążwyjścieodchodzidolamusa...