Reklama

Chwila w mieście

16/01/2008 10:15
Na wystawę fotografii Sylwii Garuckiej-Tarkowskiej poszedłem z pobudki niskiej - banalnej chęci ocalenia. Tytuł ekspozycji obiecywał jeśli nie nieśmiertelność, to w każdym razie obiecywał wiele: „Ocalić od zapomnienia”. Fraza pospolita, banalna,  nieco wytarta od nazbyt częstego stosowania, ale dzięki geniuszowi Gałczyńskiego poetycko unieśmiertelniona.
Ocalenie z poezją w ogóle wiele ma wspólnego. Gdzież jest, poeto, ocalenie? - pytał Miłosz. Ocalałem prowadzony na rzeź - wyznawał Różewicz. Czy jest poezja, która nie ocala narodów ani ludzi? - to znowu Miłosz. Nic dziwnego, że w zapowiadających wystawę wywiadach z artystką oczytani dziennikarze w dudkę ocalenia dęli i o fotograficzne ocalenie dociekliwie wypytywali: Co chcesz ocalić od zapomnienia? Co chciałaś utrwalić i zatrzymać w czasie? (Obok Sylwia wsparta na statywie aparatu, zagadkowo i malowniczo jak Mickiewicz na Judahu skale.)
Rozmyślnie nie pchałem się na otwarcie wystawy, gdzie liczba chętnych do ocalenia przekraczała zapewne dozwolone normy ocalenia na metr kwadratowy. Zapragnąłem być - fanaberia taka - ocalony osobiście, prywatnie. I nie żałuję, bo ocalenia doświadczyłem. Wystawa w Galerii Fokus (boczna nawa dawnego kina Podlasie) aż uginała się pod ciężarem ocalenia, fikuśnie i łagodnie podkolorowanego pastelowymi kolorami.
Oto ocalona pasmanteria i ocalony zakład fryzjerski. Oto ocalony bruk i wieże katedry w objęciu kasztanowych liści. Oto ocalony most kolejowy na Liwcu z ocaloną uroczą blondyną. Wielka stalowa konstrukcja (most, nie blondyna), w czasach mojego dzieciństwa stojąca na granicy miejsca, gdzie kończył się świat. Oto ocalony drewniak przy Asłanowicza. Patrzcie, patrzcie, młodzi. Może ostatni to, co tak pięknie się rozchodzi.
Ocalenie - jak grzeczność - wszystkim należne, lecz każdemu inne. Pałacowi, który od lat dwustu nie rusza się z miejsca, mniej na ocaleniu zależy niż dmuchawcom rosnącym na papieskich błoniach. Pałacowi i za sto lat nic będzie, ma swój płot, solidne bramy i trwały obrys na mapach wszystkich epok. A majowe dmuchawce, nim wakacje nadejdą, deszcz strąci i wiatry rozwieją.
Aparat fotograficzny widzi rzeczy, których my nie widzimy, więc sami ocalić nie zdołamy. Bo czy można coś zobaczyć naprawdę przez, powiedzmy, jedną pięćsetną sekundy? Ocalająca moc fotografii jest odwrotnie proporcjonalna do trwałości fotografowanych obiektów. Fotografowany beton ocaleje mało. Niepowtarzalny gwiazdozbiór gołębi na jesiennym skwerze ocaleje ostatecznie. Negatywy nie płoną.
Oto ocalony cień fotograficzki (fotografki?) na placu przed kościołem. Ocalone długie cienie, w ocalonym zachodzącym słońcu. Chwila w mieście. Czym jest Sylwia, która nie ocala?
Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości