Z Eddiem Martinem rozmawia Tomasz Markiewicz
Eddie Martin to gitarzysta, wokalista i harmonijkarz bluesowy z Londynu. Przez blisko 30 lat swojej kariery zyskał przydomek Ambasadora Brytyjskiego Bluesa. Koncertował w większości krajów Europy Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. Na trasę koncertową po Polsce zaprosił Eddiego niezwykle pracowity polski basista, Łukasz Gorczyca. Brytyjski bluesman wystąpi 2 lutego o godz.19.30 w Cichej Stanicy nad siedleckim zalewem.
- W ostatnim czasie odeszło od nas wielu znamienitych artystów: David Bowie, George Michael, John Wetton, muzycy zespołów: Emerson, Lake& Palmer czy Status Quo. Którego z nich będzie Ci najbardziej brakowało?
- Jeśli mam potraktować pytanie osobiście, to dla mnie najbardziej dotkliwą stratą była śmierć Leonarda Cohena. Nie bez znaczenia jest zapewne fakt, że jego twórczość towarzyszyła mi w ostatnim czasie. Sam w tej chwili jestem w fazie tzw. kreacji literackiej: piszę sporo tekstów, wierszy. I Cohen ewidentnie mnie inspirował.
- Najpiękniejsza chwila w Twojej karierze artystycznej?
- To na pewno projekt bluesowy który zrodził się w Toskanii. A wzięło w nim udział 20 muzyków z całego świata. Było to niezwykłe muzyczne doświadczenie. Na pamiątkę tamtego wydarzenia zostały nagrane płyty CD i DVD. Będzie je można kupić w Siedlcach.
-Jesteś wokalistą, gitarzystą, grasz na harmonijce ustnej. W której z tych ról czujesz się najbardziej komfortowo?
Myślę, że jestem trochę schizofrenikiem bo czuje się komfortowo grając na obu tych instrumentach. Oczywiście wiele zależy od konwencji koncertu (…).
Cały wywiad z artystą opublikujemy w papierowym wydaniu TS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!