Kilka miesięcy temu rada rodziców z siedleckiej „Jedynki” postawiła sprawę na ostrzu noża: do ich szkoły ma być przyjmowanych mniej dzieci z Ukrainy. Czy ta presja przyniosła skutek?
Wiosną atmosfera w Szkole Pod stawowej nr 1 zgęstniała. Do władz miasta wpłynęła petycja rady rodziców, w której wskazywano, że do placówki uczęszcza 65 małych Ukraińców, a większość z nich nie wykazuje chęci do nauki polskiego. Zdaniem autorów pisma, przez to trudniej nauczycielom prowadzić lekcję. Pojawiły się też oskarżenia o antypolskie hasła, a nawet ataki słowne i fizyczne. Rada rodziców domagała się sprawdzenia, czy wszystkie siedleckie szkoły w równym stopniu są „obciążone obecnością uczniów z Ukrainy”.
Wskazane problemy wybrzmiały podczas posiedzenia komisji edukacji. Pojawiła się na niej przedstawicielka rady rodziców, która tłumaczyła, że większość uczniów z Ukrainy w klasach VII i VIII nie zna polskiego, co w zasadzie uniemożliwia realizowanie podstawy programowej. Jak dodała, do barier językowych dochodzą kulturowe – uczniowie z Ukrainy nie chcą się integrować ze swoimi klasami i uczestniczyć w wycieczkach. Zwróciła też uwagę, że starania wychowawców, pedagogów czy psychologów nie przynoszą efektów, bo rodzice nie przychodzą nawet na wywiadówki. Na koniec zapytała, czy da się przenieść uczniów z Ukrainy do innych szkół albo wstrzymać ich nabór do „Jedynki”.
Naczelnik Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Katarzyna Wawryniuk tłumaczyła wówczas, że dzieci ukraińskie czy innych narodowości przyjmowane są do szkół na takiej samej zasadzie jak obywatele polscy. Dodatkowo obowiązuje rejonizacja, czyli przydział uczniów z danego terenu do konkretnej placówki. Problem w tym, że ośrodki dla uchodźców leżą w terenie przypisanym akurat do „Jedynki”.
Petycja rodziców była również rozpatrywana przez komisję skarg i wniosków. Ta uznała, że rada miasta nie jest właściwym organem, więc postanowiła przekazać pismo prezydentowi. W uzasadnieniu stosownej uchwały powołano się na informację, że dyrektorowi szkoły zaproponowano „zmiany organizacyjne, mające na celu równomierny przydział uczniów z Ukrainy do poszczególnych oddziałów oraz ewentualnie inne rozwiązania, w tym objęcie niektórych uczniów dodatkowym wsparciem”.
To było w maju. A teraz?
– W tym roku szkolnym w porównaniu z poprzednim do naszej placówki chodzi mniej dzieci z Ukrainy. Obecnie jest ich 58 – przyznaje dyrektor SP nr 1 Magdalena Olszewska--Silna. Jak dodaje, po wakacjach do klas II-VIII dołączył tylko jeden nowy ukraiński uczeń. – Rodzice zgłaszali się z dziećmi do szkoły, ale ze względu na ich dużą liczbę, miasto kierowało uczniów ukraińskich do innych placówek. Wiem, że uczęszczają również do szkół podstawowych nr 7, 9 i 11 – podkreśla pani dyrektor. Jak dodaje, takich uczniów ubyło także w związku z ukończeniem przez nich klas VIII. – Poza tym 1 września nie pojawiło się 3 dzieci, bo wróciły do domów do Ukrainy, a jedna rodzina wyjechała do Hiszpanii – zaznacza. Nowi uczniowie przybyli jednak w związku z naborem do klas I. – Jesteśmy szkołą publiczną. Rekrutacja jest otwarta i rodzice mają prawo zapisać do nas swoje dzieci – tłumaczy.
Podczas zebrania rady rodziców panią dyrektor pytano o dzieci z Ukrainy. – Można powiedzieć, że sytuacja się unormowała – zaznacza. Jej zdaniem, duża w tym zasługa przystąpienia placówki do rządowego programu wyrównywania szans edukacyjnych dzieci i młodzieży „Przyjazna szkoła” w latach 2025-2027. Jak czytamy na stronie resortu edukacji, realizowane w ramach programu działania uwzględniają szczególne potrzeby uczniów z Ukrainy z doświadczeniem migracji i uchodźstwa, wynikające m.in. z odmienności językowej i kulturowej. – Program rozpisany jest na 2 lata szkolne, czyli do sierpnia 2027 r. – podkreśla dyrektor. W jego ramach w „Jedynce” od 1 października zatrudnione są 4 asystentki międzykulturowe. – Na każdych 20 uczniów przypada jedna. Plus dodatkowa w związku z tym, że mamy w szkole również 4 dzieci ukraińskich pochodzenia romskiego – zaznacza dyrektor. Jak dodaje, panie pracują codziennie w godz. 8.00-16.00. Pomagają w klasach I-III, IV-VI i VII-VIII. – Uczestniczą w lekcjach, wspierają w odrabianiu prac, tłumaczą trudne kwestie także po zajęciach. Pomagają uczniom w świetlicy, w bibliotece i w stołówce. Są też obecne podczas wspólnych wycieczek, wyjść i uroczystości – wylicza dyrektor. I podkreśla: – Świadczą też pomoc psychologiczną, dużo rozmawiają z uczniami. To bardzo duże wsparcie dla nauczycieli i szkoły.
Różnicę już zauważają nauczyciele. – Mówią, że dzieci lepiej pracują na lekcjach, kiedy są przy nich asystentki i z chęcią się uczą. Widać też poprawę w ich zachowaniu – opowiada dyrektor. Jak dodaje, przełom dokonał się w kontaktach z rodzicami. – Panie asystentki starają się mówić po polsku, ale także po ukraińsku i angielsku. Zdarzają się sytuacje, gdy trudno porozumieć się z matką, bo nie zna polskiego lub zna go w bardzo słabym stopniu. Wtedy kontaktuje się z nią asystentka. Kiedy rozmawia w jej ojczystym języku, ona inaczej podchodzi do przekazanych informacji, staje się bardziej otwarta i chętna do współpracy – podkreśla M. Olszewska-Silna.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Rejonizacja? Chyba zejdę ze śmiechu. W klasie mojego syna połowa dzieci to mieszkańcy Żelkowa i innych podsiedleckich miejscowości. My jako miasto płacimy ciężkie pieniądze za edukację dzieci z gminy, a wójt cię cieszy, że gmina ma pieniądze na inwestycje! Czy Prezydent Hapunowicz ma za dużo pieniędzy, że nic z tym nie robi? W skali roku to są ciężkie miliony.
W klasie pierwszej na 18stu uczniów siedmiu to obcokrajowcy... Niestety taka jest teraz rzeczywistość Jedynki i taka będzie rzeczywistość polskich szkół... Pozostanie nam prywatna edukacja.
a kasa na zatrudniane asystentki dla ukraińców jest, tylko na Polaków nigdy nie było ani pracy ani kasy
Kto opłaca asystentki ukraińskie??? Czy to z budżetu polskiego szkolnictwa??? Jakoś polskie dzieci nie mają asystentek w Irlandii czy w Nirwegii. Nie dla wydawania pieniędzy na ***. Za te pieniądze proponuję darmowe obiady dla naszych dzieci.
A dlaczego ja mam ze swoich podatków płacić za obiady twoich bombelków?! Zamiast robić pazury i doklejać rzęsy za 800 + zaczęłabyś dzieciom gotować. A jak nie masz co włożyć do gara to było lepiej wyjść za mąż.
"Matka" 100% racji, pamiętam kiedyś jak SLD było u władzy, to zabrali nawet polskim dzieciom w podstawówkach "szklankę mleka" na dużej przerwie, bo mówili o "oszczędności kilku mln w skali kraju" (partia niby socjalna!!!). Niestety ta od wielu lat "obca" Polakom władza finansuje to neo-banderowskie państwo (inne też) za Polaków pieniądze:(( a Polacy łykają co im ta też nie-polska telewizja podsunie i głosują na nich:((
No nie wytrzymam! Cudotwórcy! 3 miesiące i dzieci dostosowały się do reszty.
Niedobrze mi sie robi jak czytam te pelne hejtu komentarze.
Zabrać 800+ i problem z nachodźcami sam się rozwiąże.
i jeszcze socjal zdrowotny, socjal rentowo-emerytalny itp... ale rząd sabotażystów wiadomego pochodzenia realizuje plan wynaradawiania Polaków za Polaków pieniądze
Wieki blad pisu ze otworzyl granice w covidzie i najechalo sie tego talatajstwa ktore teraz zyje leczy sie i edukuje dzieci na nasz koszt a rzad dalej lezie ukrom w d...
to nie błąd, a działanie z premedytacją na zewnętrzne polecenie (jak z covidem), zauważ, że PO dalej to konsekwentnie realizuje
Rejonizacja? Chyba zejdę ze śmiechu. W klasie mojego syna połowa dzieci to mieszkańcy Żelkowa i innych podsiedleckich miejscowości. My jako miasto płacimy ciężkie pieniądze za edukację dzieci z gminy, a wójt cię cieszy, że gmina ma pieniądze na inwestycje! Czy Prezydent Hapunowicz ma za dużo pieniędzy, że nic z tym nie robi? W skali roku to są ciężkie miliony.
W klasie pierwszej na 18stu uczniów siedmiu to obcokrajowcy... Niestety taka jest teraz rzeczywistość Jedynki i taka będzie rzeczywistość polskich szkół... Pozostanie nam prywatna edukacja.
a kasa na zatrudniane asystentki dla ukraińców jest, tylko na Polaków nigdy nie było ani pracy ani kasy