Mieszkaniec powiatu garwolińskiego, który usiłował popełnić samobójstwo, po opatrzeniu ran został wypuszczony ze szpitala. Od tego czasu słuch po nim zaginął.
Jan M. mieszkał sam w gminie Wilga. Dość często odwiedzał go brat. Pewnego wieczoru, gdy przyjechał, zauważył, że z mężczyzną dzieje się coś niedobrego. Widział coś, czego tak naprawdę nie było. Następnego dnia też przyjechał w odwiedziny, ale brata nie zastał. W domu, na podłodze, zauważył za to ślady krwi. Zaczął więc szukać brata. Znalazł go około 200 metrów dalej w starej szopce. Mężczyzna miał podcięte żyły. Natychmiast wezwano pomoc. Przyjechało pogotowie i policja. Mężczyznę zabrano do szpitala. Tam rany mu opatrzono. Mężczyzna ze szpitala wyszedł jednak nie zatrzymywany przez nikogo. Następnego dnia brat chciał go odwiedzić. Najpierw pojechał do szpitala. Zdziwił się, że tu go nie ma, bo wiedział dobrze, że Jan M. do domu nie wrócił. Natychmiast więc zgłosił jego zaginięcie na policji. Poszukiwania rozpoczęły się od razu. Jana M. szukało kilkudziesięciu policjantów i strażaków. Akcję przerywano na noc i rozpoczynano następnego dnia. I tak przez następne kilka dni. Rezultatów jednak nie było. – Przeczesaliśmy wszystkie lasy i zbiorniki wodne w okolicy – mówi Marek Świszcz, komendant powiatowy policji w Garwolinie. – Na żaden ślad mężczyzny jednak nie natrafiliśmy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!