„Komfort i bezpieczeństwo codziennych podróży” - tak reklamuje się spółka Mobilis, której autobusy codziennie wożą dziesiątki tysięcy mieszkańców powiatu mińskiego. Pan Mariusz spod Jeruzala (gmina Mrozy) na własnej skórze doświadczył tego komfortu... Nie dojechał do pracy do Mińska Mazowieckiego, choć kurs autobusu nie był tego dnia odwołany.
| 20 lipca. Pan Mariusz wybierał się do pracy na nocną zmianę. Na przystanek w Latowiczu przywiózł go ojciec. Byli na miejscu przed czasem odjazdu. Około godz. 21.45 kierowca autobusu, należącego do grupy Mobilis, zajechał na przystanek. To był ostatni kurs tego dnia. Pan Mariusz wsiadł i chciał kupić bilet. Miał jedynie banknot stuzłotowy, a kierowca nie miał pieniędzy na wydanie reszty. Argumenty, że na końcowym przystanku pan Mariusz rozmieni 100 zł i zapłaci za przejazd, nie pomogły. Pasażer usłyszał, że ma wysiąść. Zapamiętał tylko komentarz: „Autobus to nie taryfa”. | ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ Doświadczenie, które podczas swojej niedokończonej podróży do pracy zdobył pan Mariusz, jest bezcenne. Nie wystarczy mieć pieniądze na bilet, trzeba jeszcze zadbać, by były one wystarczająco drobne. Jeżeli nie będą, nie można liczyć na podróż autobusem. A w takiej sytuacji pasażer sam jest sobie winien. ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ ■ |
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!