Reklama

Dramat zwierząt w Sokołowie Podlaskim. Odebrane, ale czy uratowane?

Dwie wolontariuszki z sokołowskiego schroniska spotkały się z burmistrz Iwoną Kublik. Poprosiły o pomoc w sprawie hodowli, gdzie były bardzo zaniedbane psy. Burmistrz podjęła natychmiast działania. Psy zostały odebrane i umieszczone w sokołowskim schronisku. Problem w tym, że to miejsce nie było przygotowane na przyjęcie tak wielu zwierząt. Zaniedbane psy zabrane z hodowli miały otrzymać drugą szansę. Tymczasem dramat zwierząt trwa. Tylko w innym miejscu i pod innym szyldem. Z tego, co mówią wolontariusze, w schronisku lekceważone są podstawowe zasady opieki nad zwierzętami.

15 stycznia dwie wolontariuszki z sokołowskiego schroniska spotkały się z burmistrz Iwoną Kublik. Poprosiły o pomoc w sprawie hodowli, gdzie były bardzo zaniedbane psy. Burmistrz podjęła natychmiast działania. Psy zostały odebrane.

– W momencie interwencji zwierzęta były w dramatycznym stanie: brudne, nieodrobaczone, z kołtunami sierści uniemożliwiającymi normalne funkcjonowanie. Jak się później okazało, wiele z nich nie było nawet zaszczepionych – opowiada Ania, jedna z wolontariuszek, pomagających w prowadzonym przez miasto schronisku dla zwierząt.

Reklama

Nieprzemyślane działania w sokołowskim schronisku

Jak mówi, ta hodowla funkcjonowała od lat, nikomu nie udało się nic zrobić, choć były kontrole.

– Owszem, pani Kublik z dnia dzień zorganizowała akcję, ale na tym jej działania się zakończyły. To wszystko było nieprzemyślane, bo około 50 psów wsadzili do schroniska, gdzie nie było do tego warunków. Mamy przecież 20 kojców. W historii schroniska najwięcej psów, ile mieliśmy, to 30.

Zdaniem wolontariuszki Marty, tak duża liczba psów spowodowała w schronisku chaos. Nie wiadomo było, jak sobie poradzić z taką sytuacją, m.in. jak uchronić psy przed zimnem.

Reklama

– Psy trafiły ze złego miejsca do schroniska, zamiast do domów tymczasowych, które można było zabezpieczyć umowami. Procesy (sąd na wniosek prokuratury zdecyduje, czy doszło do znęcania się nad psami i czy właścicielce hodowli odebrać prawo własności psów – red.) będą trwały bardzo długo. Nie po to psy zostały odebrane, by teraz dalej, bez perspektyw tkwiły w schronisku – dodaje wolontariuszka Marta.

Wolontariuszki, nie mogąc patrzeć na los zwierząt, zwróciły się do redakcji z prośbą o interwencję. Szczegółowo opisują los psów z hodowli, po umieszczeniu ich w miejskim schronisku.

Reklama

– Jeden szczeniak był w tragicznym stanie. Zgłaszałam to osobom, które są decyzyjne w schronisku, ale nikt nie zareagował – mówi jed-
na z nich. – W nocy ten pies zmarł. Urzędnicy zapewniali, że lekarz weterynarii widział go kilka godzin wcześniej i nie miał zastrzeżeń. Potem okazało się, że piesek miał parwowirozę. Chorobę, której można było zapobiec, gdyby podjęto szybsze działania.

Brak izolacji psów sprawił, że jak mówią wolontariuszki – wirus rozprzestrzenił się w schronisku.

– Po przywiezieniu psów z hodowli wielokrotnie prosiłyśmy tego pana (opiekuna schroniska z ramienia miasta – red.) o odizolowanie zdrowych szczeniaków, ale usłyszeliśmy „one i tak zdechną”, „po co te szczeniaki tutaj”, „te wszystkie psy pozdychają”, „jak pozdychają, to zwolni się miejsce” i inne skandaliczne wypowiedzi. 

Reklama

Cały tekst przeczytacie w papierowym i e-wydaniu „TS” nr 11.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/03/2025 13:31
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Stefek - niezalogowany 2025-03-21 12:23:29

    Ta akcja zapewne ma na celu zbióreczkę pieniążków. Bo nie oszukujmy, ale do schronisko nie pomaga bezpańskim psom w mieście. Ile razy bylo dzwonione po godzinie 16, ze pies się błąka po mieście, ale było się odsyłanym do urzędu miasta, który już był zamkniety a w schronisku nie ma żywej duszy. Te panie mają zerową wiedzę na temat zwierząt. W życiu się nie bierze tyle psow do schroniska bez żadnej kwarantanny. Można było się skontaktować z fundacjami, które by pomogły. A jak przebiegają adopcję w tym schronisku? Przyjeżdżasz, podpisujesz umowę adopcyjna i bierzesz psa do domu albo na łańcuch. Nie są sprawdzane warunki ani przed ani po adopcji. Ważne aby pozbyć się psa z chroniska.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • . - niezalogowany 2025-03-25 16:15:38

    Zgłaszałam kiedyś błąkającą się sunię po ulicy, zgłosiłam sprawę do schroniska i już następnego dnia miała zapewnione miejsce w schronisku

    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Mieszkanka która widziała to w - niezalogowany 2025-03-21 15:46:08

    *** Nie wierzę, że ten pan opiekun tak powiedział. Miałam okazję rozmawiać z nim nie raz i zawsze wyrażał się o pieskach dobrze. Teraz każdy może napisać co chce, byle zrobić większą sensację.. Ciekawe w jaki sposób mieli zabezpieczyć te psy, skoro i tak było ich dwa razy więcej niż miejsc. Dlaczego pseudowolontariuszki nie zadzwoniły do fundacji, która zajmuje się takimi akcjami? Bo nic nie jest za darmo... Skoro tak im zależy na losach tych psów to powinny zadzwonić do fundacji i wnieść określoną sumę na transport, leczenie itp. Uważam, że jak na takie warunki i możliwości jakie są w tym momencie w sokołowskiej tymczasowej przechowalni zwierząt (chyba oficjalnie nie ma statusu schroniska) to pieski były zaopiekowane.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama