Reklama

Dziewczyna szła ulicą z zakrwawioną ręką... Miała szczęście, że ktoś ją dostrzegł. A ile nie miało?

Ile osób widziało nastolatkę, która szła z podwiniętym rękawem kurtki i zakrwawioną ręką, zanim przejeżdżająca siedlczanka zawróciła auto zatrzymała się, by zapytać, czy jest potrzebna pomoc? A przecież sama sylwetka dziewczyny krzyczała, że dzieje się coś złego…

– Wielu z nas bagatelizuje to, co widzi, albo czeka na reakcję innych. To tak zwana rozmyta odpowiedzialność. Jadę lub idę dalej, bo przecież ktoś może zareagować, pewnie ktoś to zrobi… A ja się śpieszę, nie mam czasu, to nie moja sprawa – mówi Krystyna Strukowicz, psycholog z wieloletnim doświadczeniem, komentując to, co wydarzyło się niedawno w Siedlcach.

Reklama

A o tym, co się wydarzyło, dowiedzieliśmy się od osób trzecich. Potwierdziliśmy to u źródła.

Był przedświąteczny wieczór, około godziny 18. To nie jest godzina, o której ulice się wyludniają. Siedlecka radna jechała autem, gdy zauważyła dziewczynę idącą z podwiniętym rękawem kurtki. Wydało jej się, że z ręki spływa krew. Nie mogła się od razu zatrzymać, aby nie spowodować kolizji. Dojechała do pobliskiego ronda, zawróciła i zaparkowała na chodniku. Zapytała, czy może pomóc.

– To czysty przypadek, że byłam wtedy w tym miejscu. Ja nie bywam w tej dzielnicy. Wtedy robiłam taki objazd miasta, jako radna sprawdzałam, co można poprawić, co działa, a co nie – mówi radna Małgorzata Mańkowska.

Reklama

To o niej, o tym, co zrobiła, poinformowano naszą gazetę. Reakcja radnej prawdopodobnie zmieniła bieg wydarzeń. Jej instynktowny gest być może uratował nastolatkę. Radna nie chce rozmawiać o szczegółach szanuje prywatność dziewczynki. Potwierdza tylko, że istotnie zawiozła nastolatkę w potrzebie na SOR. I że jedyne, co mogłaby w tej sprawie powiedzieć, to jedynie to, że nigdy nie zapomni słów nastolatki: „Chyba spadła mi pani z nieba…”.

– Chyba naprawdę pojawiłam się tam w odpowiednim momencie – uprzejmie kończy rozmowę.

Reklama

Ale w tej historii ważne jest też pytanie: czy idącą ze spuszczoną głową i zakrwawioną dziewczynkę widzieli inni? Krwi było dużo, spływała z przedramienia na ziemię. Opuszczona głowa, opuszczone ramiona, wolny krok… To właśnie zwróciło uwagę radnej.

Z naszych informacji wynika, że dziewczynka przeżywała kryzys związany z konfliktem z rówieśniczkami. Rozładował jej się telefon, nie mogła się skontaktować z rodzicami...

Cały artykuł przeczytacie w papierowym i e-wydaniu (KUP TERAZ) "TS" nr 3.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości