Takiej zadymy w Dąbrówce Stany jeszcze chyba nie było. Tego niedzielnego wieczora dwóch młodych mężczyzn sterroryzowało całą wieś. Można powiedzieć, że zrobili na nią prawdziwy zajazd.
Miejscowi dali im jednak odpór. Nie obyło się bez strat w ludziach i sprzęcie. Policja, owszem, zjawiła się na miejscu. Wtedy było już jednak po bitwie.
Do bitwy stanęło przynajmniej kilkanaście osób. Porozbijane głowy, powybijane szyby. I to coś, co ciągle jeszcze wisi w powietrzu. Z jednej strony strach, a z drugiej chęć odwetu. Bo w tym starciu nie było jednoznacznych zwycięzców. Wszystko działo się dość szybko i na oczach całej wsi, na środku wiejskiej drogi. Jak w słynnym westernie. No bo w końcu to Stany... Wydawać się może, że zdarzenie nie miało żadnego sensu ani uzasadnienia. Mogło się jednak skończyć tragedią. W ruch poszły bowiem nie tylko pięści, ale i metalowe rurki. Każdy z zaatakowanych bronił się bowiem tym, co miał pod ręką. O co poszło? Ludzie nie wiedzą do dziś. Niektórzy są jeszcze w szoku. Nie potrafią zrozumieć, jak mogło dojść do czegoś podobnego. - Oni dwaj szli przez całą wieś środkiem drogi – opowiada starszy mężczyzna. – I kogo tylko spotkali, tego napadali i bili. Nie wybierali, czy mężczyzna, czy kobieta. Nawet dzieci atakowali. Byli pijani, ale nie tak bardzo, żeby nie wiedzieli, co robią. Dostali jednak jakiegoś szału. Ludzie byli całkiem zaskoczeni. Niektórzy stali i patrzyli, jak biją innych. A te łobuzy szły dalej. W końcu jednak wieś się obudziła. Zaczęła dawać odpór. Początkowo pojedynczy, sporadyczny. Wkrótce jednak zorganizowano prawdziwą obronę. I przyszedł czas, żeby przejść do kontrataku. Wcześniej jednak pobito i wystraszono wiele osób.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!