Reklama

Etap bałwanów

Kto toczył śnieżną kulę, wie, jak to jest. Z początku idzie gładko, potem coraz ciężej. W końcu robi się tak ciężka, że nie da się jej ruszyć. Staje w miejscu i ani dydu... Choćbyś całym przedszkolem próbował. W takim miejscu, miejscu, że w którym kula jest już nie do ruszenia, powstaje bałwan.
Długi, państwowe zupełnie tak samo jak domowe, rolują się tak samo jak śnieg. I zdaje się, jesteśmy już na etapie bałwanów.

Po exposé premiera Donalda Tuska mniej więcej wiemy, co nas czeka. (Na bok chwilowo odkładam pytanie, czy o tych zamierzeniach nie powinniśmy dowiedzieć się przed wyborami. Chyba byłoby jednak stosowniej, byśmy wcześniej wiedzieli. Ale ktoś widać uznał, że nie powinniśmy. Do dnia wyborów nawet paliwo jakimś trafem potrafiło być za 4,99 zł, dopiero potem, niewdzięczna cholera, zdrożało.)
Exposé, jakie było, każdy widział - nic nowego. To były same po wielokroć przemielone w dyskusjach oczywiste, choć bolesne, oczywistości i finansowe truizmy: wiek emerytalny, mundurówki, KRUS, podatek Belki itp. W szczegóły nie wchodzę, bo wszyscy znamy. Wszystko sprowadza się do jednego: trzeba oszczędzać.  Od lat się o tym mówiło i teraz rząd ma się wreszcie tym zająć. Dlaczego teraz? Bo dopiero teraz dostatecznie przestraszeni jesteśmy? Co przeszkadzało, żeby zająć się tym cztery lata wcześniej?  

Na co czekał najlepszy rząd III RP, kiedy najlepsi ekonomiści stawiali mu przed oczy (dla ułatwienia postawiony na ulicy) licznik długu i mówili, że bezczynnością zadłuża Polskę bardziej niż Gierek, że dług rośnie bardziej niż za wszystkich poprzednich rządów razem wziętych? Przecież cztery lata temu, nawet dwa lata temu jeszcze nie było tak źle. Źle było, ale nie aż tak. Dopiero teraz jesteśmy pod ścianą. A gdybyśmy się za to zabrali wcześniej, już dziś żyłoby się nam lepiej. Gdyby Polska miała lepszy rating, mniej płacilibyśmy za obsługę naszego długu. Płacilibyśmy mniej, bo i dług byłby mniejszy, nie jak bałwan. Euro i dolar byłyby tańsze, więc i paliwo byłoby tańsze. A nasza zielona wyspa bardziej byłaby zielona.

Nasze bezpieczeństwo, moc narodowej suwerenności zależą  – co za banał – od pieniędzy. Politycy, kiedyś wszechmocni, znaczą coraz mniej. To agencje ratingowe obalają dzisiaj europejskie rządy. Dopóki nie zaczęły obniżać ratingu Włoch, Berlusconi wydawał się niezniszczalny. Ale kiedy procenty włoskich obligacji podskoczyły za wysoko - już po chłopie. Grecy już mają nowy rząd, choć go nie wybierali. Krach finansowy wystarczył. Podobnie będzie, albo już jest, w Hiszpanii.
Demokracja, czyli tak zwana władza ludu, mocno osłabła. Mniej liczy się kartka wyborcza, bardziej – suma na koncie. Na kasie wszystko stoi. Tak się porobiło...  Kiedy atakują nas portfelem, portfelem należy się bronić. Jeśli okaże się, że w tej, jak się okazuje dzisiaj najważniejszej kwestii, nasz rząd zaspał, prześlepił koniunkturę, może nas to bardzo drogo - w dosłownym znaczeniu - kosztować. Są chwile, kiedy marnowanie czasu i okazji są gorsze niż zbrodnia – to błąd.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości