Uważa, że „bawienie wnuków” polega na pokazywaniu im świata, a nie na „zmienianiu pieluch”. Jej wykłady o kobietach i historii mody to nie tylko błyskotliwie i z dowcipem podana dawka wiedzy, to też nauka dumy i godności. A jakby tego było mało, w wieku senioralnym została modelką. Z Hanną Krasuską-Terką rozmawia Mariola Zaczyńska.
Możemy zacząć od informacji, ile masz lat? Bo należysz do kobiet, o których nigdy nie będzie wiadomo, czy to „czterdziestka” czy „sześćdziesiątka”.
– Mam 65 lat. Na emeryturę wybiorę się może za rok, może za dwa. Pracuję nadal dlatego, że bardzo lubię to, co robię. Biblioteka jest w tym zapędzonym świecie miejscem, gdzie jeszcze kultywuje się wartość nauki, słowa, samokształcenia. To dla mnie ważne rzeczy.
Twoje wykłady o historii mody przyciągają tłumy. Towarzyszą im pokazy z modelkami amatorkami, ale wrażenie jest spektakularne. W podobny sposób opowiadasz o niezwykłych kobietach z historii Polski albo z lokalnej społeczności.
– Stało się to moją senioralną pasją!
Śmiejesz się, ale ta pasja to coś absolutnie wyjątkowego. Dajesz ludziom nie tylko wiedzę w pigułce, ale też poczucie, że uczestniczą w czymś ważnym, nietuzinkowym. To wielki ładunek dobrej energii.
– Mieć pasję to klucz do tego, aby „starość” nie była smutna i samotna. By nie był to jałowy czas. Mieć pasję oznacza rozwijanie się, pogłębianie wiedzy o tym, co się robi, co fascynuje, interesuje. A ja odkryłam, że... mam herstoryczną misję.
Herstoria to termin określający historię ludzkości opisywaną z perspektywy feministycznej, ze szczególnym uwzględnieniem dziejowej roli kobiet
– O kobietach i ich roli w historii albo się mało mówi, albo w ogóle. Kiedyś w rozmowie z pewnym panem usłyszałam: a co tam kobiety, nie istniały w historii, podaj nazwisko jakiejś matematyczki albo znanej muzyczki z dawnych dziejów. Dotarło do mnie, jak mała jest wiedza o tym, że do początku XX wieku kobiety nie mogły się uczyć, a świat polityki, sztuki, filozofii był zawłaszczony przez mężczyzn. To nie wina kobiet, nie były mniej mądre, tylko nie dano im głosu. Zrodził się we mnie bunt przeciwko wypychaniu kobiet z historii. Chcę mieć swój głos w herstorii. Można powiedzieć, że mam zadanie na senioralną część życia, aby mówić o kobietach, przypominać, że minął czas, kiedy mężczyźni wypychali je do alkowy, kuchni i kościoła.
Jesteś bardzo aktywna w codziennym życiu: bywasz na wernisażach, jesteś na bieżąco z nowościami w kinie, obcujesz z kulturą…
– Bo jestem przeciwniczką siedzenia w domu i patrzenia w telewizor. Nawet jeśli ktoś ma ogródek, czyli miejsce, gdzie miło spędza się czas, to i tak trzeba się oderwać i iść do ludzi. A bywanie na wernisażach, w kinie, teatrze, w muzeum to nie tylko kwestia towarzyskiego życia, to też okazywanie szacunku dla czyjejś pracy, dla tych, którzy tworzą. To powiedzenie: widzę, co robisz, jak śpiewasz, jak tańczysz. Nie tylko sama się przy tym czegoś nauczysz, ale zrobisz też coś dobrego.
Nie każdy może zostać modelem/modelką, a już na pewno nie w wieku senioralnym. Czy to spełnienie jakichś dziewczęcych marzeń? Zawsze miałaś figurę i urodę, a pierwsze agencje modelek powstawały właśnie w czasach twojej młodości.
– Nie miałam takich ambicji. Gdy po liceum wyjechałam na studia do Warszawy, byłam mocno zaangażowana w politykę, strajki studenckie. Powstał wtedy NZS. Pochłaniała mnie polityka pod hasłem walki z komuną. To był początek lat 80., chciałam zmieniać świat. Byłam na każdym studenckim strajku, chodziłam na demonstracje, uciekałam przed milicją. Nie myślałam o modelingu. Teraz mnie to miło zaskoczyło, ale po prostu przyszło z tym, co robię, z działalnością w grupie „Bluszcz”.

Co jest bardziej ci bliskie: moda czy historia?
– Historia mody to historia w pigułce. Bo masz tam wszystko jednocześnie: obiektywne historyczne tło, czyli dziejowe wydarzenia, są też: polityka, rozwój rzemiosła i technologii, trendy w kulturze, przemiany społeczne i gospodarcze. To wszystko składa się jak puzzle. Sukienka, buty, fryzura, makijaż – wygląd kobiet na tle epoki mówił wiele o tym, jak chciały pokazać się nie tylko jako kobiety, ale jako osoby, które mają coś do powiedzenia, choćby swoim strojem. Nie zawsze miały głos, ale wybór ubrania należał do nich. Można było podkreślić pewne rzeczy, a nawet zaprotestować. To widać do dziś, jak kolorem i strojem wyrażamy siebie.
A ty manifestujesz coś? Mówisz coś światu swoim strojem?
– Zapewne w takim samym stopniu jak ty czy inne kobiety. Tak, kolorem i strojem można wpłynąć na swój nastrój i na to, jak nas postrzegają. Mnie wzmacnia czerwień. Dużo lepiej się czuję i mam więcej pewności siebie, gdy dobrze wyglądam. Z kolei w ciemnych, szarych strojach, o ile nie jest to „mała czarna”, bywam wycofana, gorzej komunikuję się z ludźmi, nie czuję w sobie siły.
Kobiety powinny sobie pomagać codziennym strojem?
– Oczywiście. Dziwne, że to nie jest powszechna wiedza, mimo iż jest dużo poradników o wzmacnianiu wizerunku i poczucia wartości.
To co byś im poradziła?
– Dziewczyny, jeśli się nie wyspałyście, obudziłyście się w podłym nastroju, załóżcie extra kieckę i buty na wyższym obcasie, umalujcie się i doklejcie na twarz uśmiech nr 5, nawet gdy nie jest wam do śmiechu i wydaje się to sztuczne. To pomaga zmienić dzień. Bo jeśli ubierzecie się w takiej chwili mniej starannie, będziecie się czuły gorzej postrzegane, możecie nawet wykonywać gorzej zadania. Ja tak mam, mówię z doświadczenia. Nie każdy musi trefić włosy od rana, ale warto postawić na 2-3 mocne elementy w ubiorze, by przeszła ochota na chowanie się w mysiej dziurze.

Wiek senioralny jest szczególny dla kobiet. Czas robi swoje, ciało się zmienia. Ty z powodzeniem walczysz z upływem czasu. Ćwiczysz, uprawiasz sporty?
– Jeszcze rok temu regularnie ćwiczyłam, chodziłam na basen i fitness. Teraz przystopowała mnie kontuzja kolana. Jeśli mogę doradzić paniom 60+, to powiem, że aktywność jest ważna, ale warto szukać grupy zbliżonej wiekowo na zajęciach. Był moment, gdy byłam najstarsza na sali, i widziałam to, czułam.
Jest takie przewrotne powiedzenie o zadbanych kobietach, wyróżniających się na tle rówieśniczej grupy: przyjaciółki cię znienawidzą, za dobrze wyglądasz…
– To powiedzenie dotyczy raczej „koleżanek”, na pewno nie przyjaciółek. O przyjaźnie musimy dbać, bo nowych przyjaźni w czasie senioralnych pewnie już nie będzie dużo. Mogą się trafić nowe znajomości, jestem otwarta na nie, ale czy będzie czas na sprawdzenie się w nowej przyjaźni? Mam grono przyjaciółek, z niektórymi idziemy przez świat już ponad 30 lat.
Domyślam się, że nawet gdy przejdziesz na emeryturę, nie zaniechasz aktywności.
– Gdy słyszę kobiety mówiące: na emeryturze będę bawić wnuki, myślę sobie, no fajnie, ale ty babciu pokaż wnukom świat, a nie zmieniaj pieluchy. Zabierz wnuki na wycieczkę, pokaż miasta, góry. Rodzice są zaaferowani codziennością, a babcie i dziadkowie mogą już pokazywać, co w tym świecie jest piękne i ważne, co rozwija.
Siedlczanka Hanna Krasuska-Terka jest członkinią znanej kobiecej grupy rekonstrukcyjnej „Bluszcz”. Nie jest łatwo wejść w jej szeregi. Trzeba przejść okres kandydacki, potem zdać egzamin z wiedzy o historii mody (trudny). A potem, już będąc w grupie, brać udział w eventach historycznych i pokazach, jak moda zmieniała się przez wieki. Przekroczyła już wiek emerytalny, ale nadal jest aktywna zawodowo, pracuje w Bibliotece Pedagogicznej w Siedlcach.

Partnerem wydarzenia „Seniorzy Mazowsza – historie warte opowiedzenia” jest Samorząd Województwa Mazowieckiego

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze