Z polityką jest jak z modą. Po długich kieckach, nosi się krótkie; po czasach nosków ściętych w obuwiu, na topie są noski spiczaste. Człowiek się nudzi długością marynarki, krojem buta i odruchowo pragnie odmiany. Po wyjściu z wiecznej zmarzliny Peerelu rozpływaliśmy się w słonecznym blasku uniwersalnych pojęć: kompromis, tolerancja, konsensus. W złotych czasach prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego trendy była szerokość horyzontów. Premiowano gibkość kręgosłupów i różnorodność koleżeńskich znajomości. Witano się kordialnie, familiarnie, zwyczajem prezia, poklepując po plecach. Pławiono się w zapomnieniu, radowano się zasypywaniem historycznych rowów i lansowano amnezyjne hasła w rodzaju: „Wybierzmy przyszłość”. W modzie były przysłowia „ręka rękę myje”, „kruk krukowi oka nie wykole” oraz wylewne, przyzwalające „wicie, rozumicie”. Nikomu nic nie szkodziło - ani chwiejność nad grobami, ani przymykanie oka, ani wielkodusznie ułaskawianie. Prezydent Kwaśniewski na pożegnanie ułaskawił skazanego kolegę. I tak zamknęła się epoka. Było miło, ale się skończyło. Choć tak po prawdzie, to skończyło się wcześniej. Skończyło się, gdy Michnik nagrał Rywina. Twardy, cyfrowy dowód niczym drzazga wbił się w miękką materię III RP. I porwała się zasłona, porwało się misternie tkane płótno. Zaczął się nowy sezon. Nie do zniesienia ciążyła nam już bowiem ta modna lepkość, to ogólne „kochajmy się”, ta duszna atmosfera wszechobecnego grzechu i zapomnienia. Teraz dla odmiany nosimy się stanowczo i pryncypialnie. Rozliczamy się co do linijki, terminów pilnujemy co do dnia, a nawet co do godziny. Uściski ręki są kostyczne, twarze napięte. Zamiast wylewnych powitań: - Spieprzaj, dziadu! Niczego nie puszczamy w niepamięć, wszystko zapamiętujemy, zapisujemy, gromadzimy w teczkach, katalogujemy, nagrywamy. Każdy świstek może mieć znaczenie, każdy karteluszek - być dowodem w sprawie. Każda niszczarka dokumentów - dowodem zbrodni. Mówimy: „bzdura lex, sed lex”, „Nicea albo śmierć”. A atmosfera jest taka, że nie ma przeproś. Nikomu nie wybaczamy. Niczego nie zapominamy. Wracamy do spraw z przeszłości, otwieramy stare szafy, rozpamiętujemy, rozdrapujemy, naprawiamy nieprawidłowości sprzed lat. Jak daleko to zajdzie, trudno przewidzieć. Gdzieś ostatnio czytałem, że prokuratura zamierza postawić zarzut korupcji królowi Władysławowi Jagielle. Jako funkcjonariusz publiczny przed bitwą pod Grunwaldem przyjął on korzyść majątkową - dwa nagie miecze; dla siebie i brata Witolda. Dariusz Kuziak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!