Reklama

I po kampanii

Polityka nie jest dziedziną sztuk pięknych. Pewnie z tego powodu nie mamy szczęścia do ładnych kampanii. Po każdej, oprócz upojenia zwycięstwem, pozostaje poranny ból głowy i lekki niesmak. Zupełnie jakby zwycięzca zostawiał pokonanym nagrodę pocieszenia, mówiąc: Wygrałem, ale na sposób, w jaki wygrałem, spuśćcie, proszę, zasłonę milczenia.     
Po tej pierwszej kampanii sprzed dwudziestu lat został dotkliwy kac po porażce Mazowieckiego z Tymińskim. Przybysz z Peru i jego czarna, nigdy nie otwarta, teczka  pokonały w pierwszej turze pierwszego niekomunistycznego premiera. Można powiedzieć, raczkująca demokracja. Pierwsze koty za płoty. Ale potem wcale nie było lepiej.

Zwycięzca następnych wyborów za sprawą swoich krętactw zyskał ksywę „magistra”. Dał się zapamiętać wymyślną prowokacją podczas telewizyjnej debaty oraz budzącym wesołość podrygiwaniem w rytm disco polo. Ma swoją cenę władza. Pięć lat temu mieliśmy zagrywkę dziadkiem z Wehrmachtu oraz wyślizganie Cimoszewicza fałszywką z podrobionym podpisem. Też wcale pięknie.
W tym roku było lepiej, ciut lepiej, ale nie dużo lepiej. Prowokacyjne zagrywki Palikota (zupełnie w stylu wczesnego Kwaśniewskiego), niczego do debaty nie wniosły, nie miały żadnego sensu poza jednym – wyprowadzeniem konkurenta z równowagi. Po Platformie Obywatelskiej, partii - co lubią podkreślać jej zwolennicy - ludzi wykształconych, majętniejszych, w świecie i Europie obytych, można by się spodziewać więcej. I trochę więcej od niej wymagać. Jarosław Kaczyński w roli pasującego Edwarda Gierka na polskiego patriotę też wypadł śmiesznie nadzwyczaj. Są granice, których nie wolno przekroczyć. W każdym razie nie bezkarnie.

Na czym polega kampania wyborcza? Urokiem tegorocznej było wzajemne utrącanie sobie co bardziej sensownych, tyle że rozpaczliwie źle wyglądających pomysłów. Komorowski musiał wyprzeć się prywatyzacji szpitali. (Choć po cichu w Sejmie wszyscy wiedzą, że w prywatnych sensowniej gospodarują i lepiej leczą). Kaczyński zarzekał, że ani mu w głowie, by polscy rolnicy zrezygnowali z unijnych dopłat. (Choć specjalistom od gospodarki wiadomo, że gdyby w całej UE zrezygnowano z dopłat, polskie rolnictwo, w porównaniu z zachodnim mniej wspomagane, zyskałoby najbardziej, zalewając Europę żywnością).
Jeśli kampania wyborcza jest czasem miejscem, w którym o przychylność wyborców rywalizują śmiałe pomysły, rodzą się projekty przyszłości i zderzają wyraziste charaktery – to zakończoną właśnie kampanię trzeba uznać za porażkę. Jeśli się w czymś ścigali, to w tym, że Kaczyński starał się być jak Komorowski (układny, europejski, wyważony), tyle że bardziej. A Komorowski ubiegał się o to, by być jak Kaczyński  - choć trochę wyrazisty, nieco zaczepny, patriotyczny, socjalny, daleki od demona liberalizmu. Zupełnie jakby zwycięstwo należało się temu, który dokładniej wypełni program swojego konkurenta. I jakby wszyscy na chwilę zapomnieli, że wszystko, co może prezydent, to wetować ustawy. A w przerwach gapić się w żyrandol.
Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości