Reklama

„Imagine, there’s no countries…”

„Imagine” to jedna z najpiękniejszych piosenek Johna Lennona: „Wyobraź sobie, że nie istnieją kraje…  że nie ma też religii…, że nie istnieje własność”…” Artystom wolno pięknie marzyć. To nawet bardzo ładnie, kiedy tak robią. Ale politycy powinni twardo stąpać po ziemi.
Bruna poznałem w drodze z himalajskiego Leh do Delhi. Zapytany, skąd jest, powiedział, że z Barcelony. – Z Hiszpanii! – ucieszyłem się. – Nie – pokręcił głową. – Z Barcelony, z Katalonii – uściślił. Kiedy zawiera się znajomość na krańcu świata, pytanie: skąd jesteś?, byle nie nachalne i nie pierwsze, wydaje się naturalne. Spotkałem globtroterów z Austrii, z Belgii, z Niemiec, z Czech, Holandii, Italii, Anglii… Nikt nigdy nie powiedział, że jest z Unii Europejskiej. Nikt! A Bruno kochał tylko swoją Katalonię. 

To jasne, że w Europie przeważnie mieszkają Europejczycy. (Tak samo jak w Azji mieszkają głównie Azjaci). Uświadamiana europejskość nie jest jednak – przynajmniej na razie - podstawą tożsamości ludów między Gibraltarem a Helsinkami. Europa nie jest zaludniona przez samych zintegrowanych, internacjonalistycznych, ponadnarodowych i federalnych Europejczyków. I nie jest tak, że - pojedźmy drugą przekątną – między Atenami a Dublinem jedynie garstka zwolenników Jarosława Kaczyńskiego samotnie opiera się przed zmiksowaniem w europejską pulpę. Milionom wyborców nad Tamizą, Padem, Rodanem, Tagiem, Renem czy Dunajem również nie mieści się w głowie, że mogą być rządzeni z Brukseli. Narody i państwa istnieją. Są równie realne jak ziemia i gwiazdy. Konstruktorzy przyszłości powinni o tym pamiętać.

Na przestrzeni trzech ostatnich stuleci zaledwie przez lat kilkadziesiąt Polacy żyli w niepodległym i suwerennym państwie. Przez ponad wiek w ogóle nie mieli własnego  państwa. Rozumiem tych, którzy chcieliby się odzyskaną w 1989 r. niepodległością nacieszyć. Choć staram się dostrzec również to, że bywają w historii momenty wyjątkowe. Decyzje strategiczne, które na wieki rozstrzygają o być i nie być. Żadne wyroki niebios nie rozstrzygały, że między Odrą a Bugiem ma akurat wyrosnąć Polska. Gdyby Mieszko (lub któryś z jego następców, zbyt wiele czasu na wahanie jednak nie było) nie zdecydował się ochrzcić swojego kraju, Polski mogłoby nie być. Skończylibyśmy jak Wieleci, Obodrzyce albo Jadźwingowie... Ktoś o nich jeszcze pamięta? Oczywiście, czasy się zmieniają. Dorastają nowe pokolenia, studiujące na europejskich uniwersytetach. Niewykluczone, że federalna Europa kiedyś powstanie. (Choć trzeba było wojny secesyjnej, by ostatecznie nadać integralność USA).

Mamy prawo, może nawet obowiązek, przestrzegać przed utopiami, zwłaszcza tymi budowanymi z nadmiernym entuzjazmem. Boleśnie doświadczyliśmy, do czego prowadzą. Nie trzeba zresztą sięgać po przykład komunizmu. Kłopoty strefy euro są wystarczającą przestrogą. Wspólną europejską walutę wprowadzono z powodów politycznych, ekonomiczne realia dopychając ideologicznym kolanem.
I teraz jest problem. Artystom wolno marzyć, politycy powinni trzymać się ziemi. Do Europy tak, ale z rozumem, nie na hurra… 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości