Reklama

Jagodowy biznes na krawędzi

Zbieranie leśnych owoców to zajęcie niełatwe, ale opłacalne. Za słoik kupiony na poboczu drogi trzeba zapłacić dwa razy więcej niż na targu w mieście. Kilkusetmetrowe odcinki pobocza między Garwolinem a Lipówkami lub między Puznówką a Gocławiem – to miejsca, w których latem handluje codziennie nawet kilkadziesiąt osób. Bliżej jesieni, „jagodziarze” stają się „grzybiarzami”.

.– Wstaję po siódmej. Do południa zbieram. Później idę na trasę – mówi 15-letnia Natalia z pobliskich Trąbek.

Szklane naczynie na jagody ma 900 ml pojemności. Aby je zapełnić, potrzeba kilkadziesiąt minut. Szybciej zbiera się większe owoce, po które łatwiej sięgnąć. Po południu „jagodziarzy” czeka kilkugodzinne przesiadywanie przy krajowej „17”.

– U nas takich ruchliwych dróg nie ma – mówi pan Andrzej, który pod Garwolin co roku przyjeżdża z powiatu łukowskiego. – I ceny są u nas niższe.

Łączy on odpoczynek u pobliskiej rodziny z dorabianiem na sprzedaży jagód. Zrywa je w lasach pod Jedlanką, pomagają mu w tym dzieci. Aby sprzedać, to co zebrał, jedzie 50 km od domu. (...)

Reklama

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości