Reklama

Jerzy Głuchowski: W moim wieku już nie robi się wielkich planów, ale... Jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa

Jerzy Głuchowski to jedna z ikon siedleckiego tenisa stołowego. - Sport to dla mnie przygoda na całe życie - mówi dziarski senior, potwierdzając to kolejnymi sukcesami na swoim koncie. Mimo blisko 80 lat na karku.

Pan Jerzy miał dwa sportowe życia. Pierwsze podczas czynnej kariery, gdy przez ponad 10 lat reprezentował barwy MKS Pogoń Siedlce, okraszając wszystko historycznym awansem do I ligi w sezonie 1978/79. Drugie, gdy po wielu latach przerwy w grze, w 2011 r., rozpoczął przygodę z Grand Prix Polski Masters, czyli zmaganiami tenisowych weteranów. Tam również udowadnia swoją klasę, pokazując, że wciąż dysponuje umiejętnościami na bardzo wysokim poziomie.

- Z każdych mistrzostw, w których brałem udział, wracałem z co najmniej jednym medalem. Zdobytym albo indywidualnie, albo w deblu, a zdarzało się, że w jednej i drugiej formule jednocześnie. W ciągu 15 lat zdobyłem 17 krążków, a nie brałem udziału we wszystkich edycjach, chociażby podczas pandemii - opowiada Siedlczanin. – Czy czuję satysfakcję? Na pewno tak, bo dalej sobie udowadniam, że mam „to coś”. Jeśli ktoś myśli, że Grand Prix Weteranów to takie sobie odbijanie piłeczki przez dziadków, jest w wielkim błędzie. W rywalizacji bierze udział wielu graczy z zawodową przeszłością, którzy do tej pory daliby łupnia niejednemu młokosowi. I wcale nie chodzi mi o amatorów. Zresztą kilku zawodników z Siedlec próbowało swoich sił w tym cyklu i weryfikacja najczęściej była bolesna.

Reklama

Podczas niedawno zakończonej edycji Grand Prix pan Jerzy sięgnął po brązowy medal w deblu. Nie zdołał jednak obronić tytułu wywalczonego rok wcześniej indywidualnie.

- Jest trochę niedosyt - przyznaje reprezentant TKKF Siedlce. - Gdy sezon się zaczynał, czułem się na siłach żeby obronić tytuł. Później jednak nie wszystko ułożyło się po mojej myśli. W rezultacie ostatni turniej rozegrałem w listopadzie ubiegłego roku. Wygrałem go, a później odpuściłem już wszystkie zawody aż do finału. Przez to, że tak mało grałem, startowałem z dziewiątej pozycji. Mimo że nie byłem dobrze przygotowany, szło mi całkiem nieźle, wygrałem wszystkie mecze aż do najważniejszego, który decydował o wejściu do strefy medalowej. Ostatecznie uplasowałem się na miejscach 5-6, ale efekt był taki, że na koniec prawie nie mogłem ruszać bolącym barkiem. To kontuzja, która ciągnie się za mną od dłuższego czasu i z którą mam nadzieję w końcu niedługo zrobić porządek.

Reklama

W deblu rywalizacja odbywała się w łączonej kategorii powyżej 75 lat.

- Konkurencja była bardzo duża. To, że ktoś ma około 80 lat, nie oznacza, że zapomniał, jak się gra. Wielu zawodników wciąż jest w dobrej formie. Regularne uprawianie sportu pomaga zachować żywotność - opowiada pan Jerzy. - Miałem dobrego partnera, Leszka Jodaniewskiego z Człuchowa. Współpraca nam się układała. Oczywiście jest kilka elementów do poprawienia, ale wstępnie umówiliśmy się na wspólny start w przyszłorocznych mistrzostwach Europy na Łotwie.

Reklama

Gdy kilka lat temu rozmawialiśmy z panem Jerzym o jego sportowym marzeniu, wskazywał na medal międzynarodowej imprezy. Jak dotąd nie udało się go zdobyć. Czy Siedlczanin podtrzymuje medalowe aspiracje?

- W moim wieku już nie robi się wielkich planów, ale... jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa – zapowiada siedlecki tenisista i wspomina: – Raz już podium było na wyciągnięcie ręki. Podczas mistrzostw Europy w Budapeszcie wspólnie z kolegą, Stasiem Magdoniem, zajęliśmy miejsca 5–8, a najważniejszy mecz przegraliśmy minimalnie z Węgrami. Rok temu również była szansa, ale deblowego partnera, Niemca, miałem, mówiąc wprost, z łapanki. To nie był niestety poziom, by bić się o medale.

Reklama

Pan Jerzy ubolewa nad obecnym poziomem siedleckiego tenisa stołowego.

- Poza nielicznymi przypadkami jest posucha. Wielka szkoda. Mam nadzieję, że jeszcze się odbudujemy - mówi Siedlczanin. – Ale jest dziewczyna, na którą zdecydowanie warto zwrócić uwagę. To Ola Skolimowska. Trenuję z nią kilka razy w tygodniu. Dziewczyna uzyskuje coraz lepsze wyniki. Zdecydowanie ma potencjał.

Pana Jerzego wręcz roznosi energia. Gdy się z nim rozmawia, trudno uwierzyć, że zbliża się do osiemdziesiątki. Jaka jest jego recepta na imponującą witalność?

Reklama

- Nie można pozwolić poddać się PESEL-owi. Wciąż trzeba być w ruchu, ćwiczyć głowę i ciało. A tenis stołowy jest do tego doskonałym narzędziem, bo trzeba ruszać się i myśleć jednocześnie - odpowiada emeryt.

Panu Jerzemu życzymy niesłabnącego zapału i zdobycia upragnionego międzynarodowego medalu. Bardzo wiele już za nim, ale ma się wrażenie, że niemało jeszcze przed nim. Trzymamy kciuki!

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości