Z Judytą Chomać-Rymarzak, jedną z najbardziej rozpoznawalnych i utytułowanych przedstawicielek siedleckich sportów walki, która po kilkuletniej przerwie wraca na ring na pożegnalny pojedynek, rozmawia Paweł Świerczewski.
Pamiętam naszą rozmowę w 2019 roku przed planowanym pojedynkiem z Anitą Bekuś (nie doszedł do skutku ze względu na kontuzję siedlczanki – red.), podczas której deklarowałaś, że być może będzie to twoja ostatnia walka. To pokazuje, od jak dawna myśl o pożegnalnym występie świtała Ci w głowie.
- To prawda. Już wtedy miałam świadomość, że jestem znacznie bliżej końca kariery niż początku. Mam już swoje lata, doznałam kilku poważnych kontuzji, co świadczy o „zużyciu materiału”. Ale zarazem wszystkie operacje, które przeszłam i ciężka praca na sali sprawiły, że czuję się gotowa, żeby ten „ostatni taniec” wykonać.
Mogłabyś po prostu ogłosić koniec, wstawić jakiś post na FB. Podziękować kibicom i ludziom, którzy cię wspierali. Ale rozumiem, że masz potrzebę, by po żegnać się, wychodząc na ostatni bój.
- Ostatni zawodowy pojedynek stoczyłam cztery lata temu. Gdy po raz kolejny rozleciało mi się kolano, stwierdziłam, że pora zawiesić rękawice na kołku. Ale siedziało to we mnie jak zadra. Nie mogłam się z tym pogodzić, że kończę, bo muszę, a nie dlatego, że chcę. Podjęłam próbę zrobienia tego na własnych zasadach.
Twój pożegnalny pojedynek ma zorganizować TFL, czyli organizacja, z którą byłaś związana w ostatnich latach kariery i święciłaś największe sukcesy w MMA, z pokonaniem byłej zawodniczki UFC – Izabeli Badurek na czele. Nazywają cię tam „królową”, a pojedynek anonsują jako walkę o „historyczną koronę TFL”. To pokazuje, że muszą cię naprawdę szanować.
- Z TFL zawsze świetnie układała mi się współpraca. Zarówno wtedy, gdy byłam ich zawodniczką i toczyłam regularne walki, jak i teraz, gdy mam swój klub i na galach TFL występują reprezentanci Taurusa (klub założony przez Judytę – red.). W ostatnich latach ze względu na kontuzje byłam w dużym dołku sportowym i psychicznym. Nie nazwałabym tego depresją, ale na pewno było mi źle z tym, że ciało odmawia posłuszeństwa. Oczywiście znalazłam sobie inne obszary poza czynnym uprawianiem sportu, w których zaczęłam doskonale się realizować. Niedosyt jednak wciąż doskwierał. Teraz, gdy już wiem, że wracam, jestem strasznie naładowana energią. Czuję ogromną mobilizację, radość i głód walki. Cieszę się, że stoczę pożegnalny pojedynek i że stanie się to właśnie na gali TFL.
W jakiej formule odbędzie się ta walka i czy znany jest już jej termin?
Przeczytaj cały wywiad z Justyną w najnowszym papierowym i e-wydaniu 'TS" nr 31 (KUP TERAZ)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze