Piątek. Wieś Sawice-Bronisze. Policja i sokołowski inspektorat weterynaryjny oraz członkowie TPZ AMICUS prowadzą inspekcję w gospodarstwie, w którym w zamknięciu trzymanych jest kilkanaście zwierząt.
- Szukałam swego skradzionego psa – informuje siedlczanka. – Ktoś zadzwonił do mnie i powiedział, że do tego gospodarstwa zwieziono kilkanaście psów, które są trzymane w zamknięciu. Pojechałam tam. Udało mi się dotrzeć do współwłaściciela posesji, który otworzył mi bramę i pomieszczenia. Nie było tam mojego psa, ale te, które są, potrzebują pomocy. Właściciel przyjeżdża co 2-3 dni i je karmi. W pomieszczeniach nie ma światła, są trzymane w ciemnościach.
Inspekcja potwierdza słowa dziewczyny. Już w pierwszym pomieszczeniu trzy małe pieski (dwa shih tzu i suczka w typie spaniela tybetańskiego) wcisnęły się w ścianę na widok człowieka. Brudna słoma, gnijące surowe porcje rosołowe… Dalej jest tylko gorzej. W rozwalającej się oborze dwie suczki (shih tzu i mieszaniec) oraz kot perski niebieski w bardzo złym stanie. Kot z trudem się porusza, siedzi w miejscu, wygląda na chorego. Suczka mix oszczeniła się. Nie ma nabrzmiałych sutek, najwyraźniej nie karmi, szczenięta piszczą, leżą w wygrzebanym dołku, jest ich dziewięć. Na strychu są jeszcze koty norweskie. W kolejnym pomieszczeniu siedzą dwa jużaki, border collie i husky. Suka jużaka leży w kącie apatyczna, nie reaguje, gdy otwierają się drzwi, drży, jakby była w gorączce. Nie ma tu wody, śladów karmy. W kolejnym pomieszczeniu jest kilkanaście kur i kaczek oraz królik. Sytuacja ta sama: nie ma wody, nie ma karmy, brak dziennego światła. Na dworze, na łańcuchu stoi uczepiony czarny terier rosyjski. Pies nie ma budy, leży na cienkiej wilgotnej warstwie zdeptanej słomy. Sierść w dredach i kołtunach. Apatyczny.
- Małe psy wymagają oględzin lekarza, nie mogą zostać w takim stanie w tych warunkach. Zwłaszcza ta suka ze szczeniętami – informuje Jadwiga Konkiel, sędzia kynologiczny i prezes TPZ AMICUS. – Kot w bardzo złym stanie.
Dzwonimy do właściciela Kamila Malickiego. Informujemy, że psy są zabierane do doktora, ale natychmiastowej interwencji wymaga też jużak.
- Dobrze, dobrze… To weźcie też jużaka, zapłacę za leczenie - mówi Kamil Malicki. – Jestem w Warszawie, nie mogę teraz przyjechać.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!