Reklama

Klubowa chwilówka

Kilku członków Zarządu Klubu Piłkarskiego „Sęp” Żelechów zrezygnowało z pełnienia swojej funkcji. Powód?

Zamieszanie, jakie powstało po tym, jak na światło dzienne wyszła informacja, że pieniądze klubowe służą nie tylko do opłacania działalności sportowej, ale służą też jako kasa pożyczkowa. 
Kierownik klubu twierdzi, że prezes pożyczył z kasy klubu 4 tysiące złotych członkowi zarządu klubu i radnemu zasiadającemu w Komisji Sportu i Rekreacji Rady Miasta i Gminy w Żelechowie. Pożyczka została już co prawda zwrócona, ale pozostał duży niesmak. Członkowie zarządu potwierdzają, że taka pożyczka została udzielona pierwszy raz. Niektórzy z nich nie rozumieją, skąd to zamieszanie. Do kilku nie dociera, że prywatne sprawy załatwiają społecznymi pieniędzmi. Pieniędzmi wszystkich żelechowian, bo w zeszłym roku Rada Miasta przyznała klubowi dotację kwocie 72 tysięcy złotych. W klubie piłkarskim Sęp Żelechów oprócz prezesa, wiceprezesów i członków zarządu funkcjonuje (a raczej funkcjonował do niedawna) etat kierownika klubu. To kierownik dbał o bieżące sprawy i całą działalność placówki. Jeśli kierownik chciał pobrać pieniądze z klubowej kasy, musiał zdobyć podpisy prezesa i wiceprezesa. Dopiero wtedy mógł zrealizować czek. Prezes na kierownika, kierownik na prezesa Na początku stycznia kierownik klubu Ireneusz Karasiński zebrał podpisy, jednak nie zapłacił klubowych zobowiązań, tylko dał pieniądze radnemu Eugeniuszowi Gałązowskiemu. – Prezes mi kazał – tłumaczy Ireneusz Karasiński. – Powiedział, że jak nie chcę tak zrobić, to mogę się zwolnić. – Nieprawda – mówi prezes Henryk Lewoszewski. – To kierownik zdecydował o udzieleniu tej pożyczki. On odpowiada za klubową kasę. Wiedziałem o tym, że zamierza pożyczyć pieniądze radnemu, ale to była jego decyzja. Wydałem polecenie na piśmie, w którym kazałem te pieniądze zwrócić na konto. Nie byłem przy tym, gdy kierownik wręczał pieniądze radnemu. Wersji prezesa zaprzecza jednak Leszek Woźniak, który do niedawna był wiceprezesem klubu (zrezygnował po wybuchu tej afery). – Podpisałem czek nie wiedząc o tym, że pieniądze mają być przeznaczone na pożyczkę – krótko stwierdza L. Woźniak. – Za każdym razem, gdy kierownik Karasiński przynosił mi czek do podpisu, miał również wyliczone, na co przeznaczone zostaną pieniądze. Tak też było i wtedy. Dopiero potem okazało się, na co rzeczywiście je wydano. I może sprawa nie wyszłaby na jaw, gdyby kierownik I. Karasiński o wszystkim nie poinformował członków zarządu klubu. Wtedy się zaczęło. Na kasecie z nagraniem z posiedzenia zarządu, oprócz przekleństw słychać również podniesiony głos radnego, który co prawda tłumaczy, że źle zrobił, ale usprawiedliwia się twierdząc, że pieniądze pożyczył jedynie na kilkanaście dni. Z nami radny E. Gałązowski nie chciał rozmawiać.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama