12 stycznia Roku Pańskiego 2012 minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski przedstawił Sejmowi sprawozdanie z polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Swoje wystąpienie zakończył słowami: „Ponadto uważam, że w miejsce pałacu kultury powinien powstać park centralny dla Warszawy.” Od razu uśmiechnąłem się do oksfordzkiej erudycji naszego ministra. Katon Starszy, rzymski mówca i polityk, każde przemówienie w Senacie, niezależnie od tematu, zwykł kończyć zwięzłym: „Poza tym sądzę, że Kartagina powinna być zburzona”. Słuszne wzory ma nasz minister. Pomysł też niczego sobie. Myśl, by pospacerować w parku założonym na miejscu pałacu kultury, wydaje mi się zdrowa, bo spacery są zdrowe, oraz kusząca. (Rozmyślnie, z braku szacunku piszę pałac małą literą. Minister może małą, to ja też.) Nie, nie, nie... Proszę się nie obawiać, nie będę nikogo namawiał, by w odpowiedzi na prywatny, choć ministerialny jednak, apel ludzie lecieli z kilofami i w czynie społecznym plantowali pałac, krusząc stalinowskie mury. Miła jest mi myśl taka, ale dzisiaj nie o tym. Choć sen szalonego cukiernika psuje krajobraz Warszawy, może da się ten klops załatwić dyskretniej. Po cichu liczę, że trafi w pałac złom z kosmosu, może być nawet rosyjski. Skoro minister nieśmiało pozuje na Katona, warto zauważyć, że z Kartaginy, koniec końców, zostały jednak ruiny. Słowa uczą, przykłady pociągają.
Pałac kultury nie jest pierwszą budowlą, którą bracia Rosjanie nam zostawiają. Hojny i uczynny to naród, zawsze rad czymś sąsiadów obdarować. Jak nie nabożną cerkwią czy kulturalnym pałacem, to chociaż udaną lotniczą ekspertyzą. Za każdym razem, gdy wpadną do Warszawy na dłużej, coś po sobie przyjaciele Moskale zostawiają. Za pierwszym razem darowali warszawiakom sobór św. Aleksandra Newskiego na placu Saskim, za drugim – pałac kultury. Gdzie jest sobór na placu Saskim? – zapytacie. Gdzie widzisz, matole, sobór na placu Saskim, który teraz jest placem Marszałka Józefa Piłsudskiego, a wcześniej nazywał się placem Zwycięstwa? No właśnie, gdzie? O to idzie, że nigdzie.
Ani śladu po soborze nie ma. Po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. sobór został bez pośpiechu, acz systematycznie rozebrany. Aby umożliwić wszystkim Polakom szansę uczestnictwa w demontażu, wypuszczono obligacje. Sobór uległ dekompozycji, choć budził on w Polakach-katolikach nadzwyczaj ciepłe uczucia. Nazywano go podobno łakomie - bizantyjskim tortem, zaś wysoką dzwonnicę – wieżą ciśnień prawosławia. Gdyby św. Aleksander Newski stał, gdzie go pobudowano, historia Polski mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej. Gdyby plac przed Grobem Nieznanego Żołnierza nie byłby pusty, Jan Paweł II nie odprawiłby tam mszy świętej podczas pierwszej pielgrzymki. Pamiętnego czerwca nie wołałby z głębi tysiąclecia: „Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”. Czyli na dobre wyszło.
Sobór rozebrano, bo po 1918 r. najwidoczniej nie dało się inaczej. We własnym kraju, w stolicy odrodzonego państwa, nie dało się inaczej: trzeba było pożegnać się z darowanym tortem i znieść wieżę ciśnień. Z jakiego powodu po 1989 r. stało się inaczej i pałac ocalał. Czy to niepodległość była inna, inni Polacy, czy inny rodzaj podarunku? Inne są już polskie głowy, inne serca? Nie z żalu pytam, ale z zamyślenia… Ma ktoś coś przeciwko parkom?
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!