Pismo dyrektorów siedleckich placówek kultury „o wycofaniu na znak protestu” (patrz „Histeria”, str. 2) zachwyca liczbą pieczątek. Pieczątek jest – niech policzę – siedemnaście. Z samego ich przybijania musiał być niezły łomot. Nic dziwnego, że się echo po mieście poniosło. Ten stukot pieczątek zupełnie mnie nie dziwi.
Nie po to placówki siedleckiej kultury mają odnowione siedziby z dyrektorskimi gabinetami oraz sale widowiskowe wyremontowane za miliony złotych, żeby przegrywać z amatorami, choćby i pełnymi twórczej inwencji. Nie po to urzędują w placówkach dyrektorzy z pieczątkami, żeby ranking na kulturalne wydarzenie roku wygrywał w mieście jakiś, pożal się Boże, studencki teatr. Nie po to biorą pensje i dotacje, sprzedają bilety i oferują karnety, żeby polec w rywalizacji ze studenciakami, co spektakle robią za frajer, z samej tylko miłości do sztuki.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!