W gminie Paprotnia funkcjonuje już 58 kurników, z czego 46 powstało za poprzedniego wójta, a w nowej kadencji – 12. W gminie złożono wnioski na budowę kolejnych ferm – łącznie kilkadziesiąt nowych kurników. Protestujący podkreślają, że jeśli te inwestycje powstaną, na każdy kilometr kwadratowy niezabudowanego i niezalesionego terenu gminy przypadłyby dwa kurniki przemysłowe.
Na sesji protestujących reprezentowały trzy osoby: Anna Zawadzka, sołtys Trębic Ewa Wołosiewicz oraz mężczyzna, który nie zabierał głosu. Panie mówiły w imieniu blisko tysiąca osób, które zebrały podpisy pod petycją o niewydawanie kolejnych pozytywnych decyzji środowiskowych do czasu wyjaśnienia skali oddziaływania ferm drobiu. Warto podkreślić, że gmina liczy nieco ponad 1500 dorosłych mieszkańców.
– Czyje interesy reprezentujecie? Większości, która ich wybrała, czy wąskiej grupy zasobnych inwestorów, często niebędących mieszkańcami gminy - zwróciła się do radnych Anna Zawadzka.
Sołtys Ewa Wołosiewicz odczytała protest, złożyła go na ręce wójta, któremu zdała pytanie:
– Czy ma pan założenia, przy jakiej liczbie kurników powie pan „dość”?
Wójt Trębicki nie odpowiedział wprost.
Gminy w Polsce muszą szybko uchwalić nowe plany ogólne, które radykalnie ograniczą możliwość wydawania decyzji o warunkach zabudowy (WZ) poza wyznaczonymi terenami. Efekt? Gorączkowy wyścig, bo inwestorzy masowo składają wnioski o WZ, zanim zaczną działać nowe przepisy.
– Wszyscy się budzą: a może jeszcze dom, może kurnik, może coś tam. I to naprawdę dla mnie coś niepokojącego - przyznał Leszek Trębicki.– Bo w pewnych momentach nie mogę nic. Jeżeli mam pozytywne decyzje sanepidu, Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska, Marszałka, czyli wszystkie organy są „na tak”, to co mam robić?
Jak zaznaczył wójt, jedynym narzędziem, które mu zostało, jest tak zwana rozprawa administracyjna. To spotkanie, na które mogą przyjść mieszkańcy i wyrazić sprzeciw. I tylko wtedy wójt może wydać decyzję odmowną.
– Jeśli mam państwa przy sobie, to mam argument ludzki – mówił Leszek Trębicki. – Ostatnio wydałem decyzje negatywne na dwa kurniki. Dziękuję za ten protest, bo głos mieszkańców jest najważniejszy. Bo żaden z organów administracyjnych nigdy nie powiedział nie. Co jest dla mnie dziwne.
Anna Zawadzka odpowiedziała: - Piłat też umył ręce i to nie oznacza, że miał rację. Jak wszystkie instytucje wydają pozwolenia, to czy pan jako przedstawiciel mieszkańców nie ma prawa złożyć odwołania? Przygotować raport skumulowanego działania na środowisko? Rządzi lobby, a my mamy umierać? Dlaczego wójt w Przesmykach nie wydaje zgody na budowy kurników? Nie dajmy się zwariować. To jest odbijanie piłeczki. A wójt się mija z prawdą, bo wiem, że miał pan kontrraport i wydał pan decyzję pozytywną na budowę kurników. Ludzie się odwołali i SKO nakazało panu wydać negatywną decyzję. Proszę się pochylić nad petycją i podpisami bo niektórzy radni twierdzą, że kurniki to przyszłość dla gminy. Jaka przyszłość dla kogo? Dla inwestora, tak. Ja rozumiem, że ludzie szukają pieniędzy. Ale nie kosztem innych.
– Nie umywam rąk, są podpisy i potraktuję to jako protest i zapraszam na rozprawę, żeby inwestora zniechęcić – odpowiedział wójt i dodał: – Nie po to budujemy szkoły, sieć kanalizacyjną żeby mieszkańcy się wyprowadzali z gminy. A ten przypadek z SKO to ja wtedy zacząłem być wójtem, przyglądałem się, jak co robić. Te wszystkie kurniki nie powstały dzisiaj, to trwa od 2011 roku. Wszedłem w te buty, a w Przesmykach od początku było „stop” „stop” i „stop”. Tu było trochę inaczej.
Co zostawimy swoim dzieciom?
Petycja mieszkańców jest precyzyjnym dokumentem, domagającym się wstrzymania decyzji środowiskowych do czasu przeprowadzenia analizy tzw. oddziaływań skumulowanych. Autorzy odwołują się do postępowania w Rzeszotkowie, argumentując, że problem dotyczy realnych inwestycji, a nie abstrakcyjnych zagrożeń. Osobno wyliczają skutki przemysłowego chowu: jedna hala o obsadzie 60 tys. sztuk emituje rocznie 4,6 tony amoniaku, zużywa od 54 do 77 litrów wody na stanowisko hodowlane, a zanieczyszczenia przy wietrze 2 m/s docierają ponad 7 km od źródła.
– Sześć hal kurnikowych zużywa dwukrotnie więcej wody niż wszyscy mieszkańcy w ciągu roku – mówiła Anna Zawadzka. – Nie wiem, czy ktoś zauważył, jak pięknie jeszcze kilka lat temu rechotały nam żaby w maju. Teraz żab nie ma. Może na Mazury trzeba jechać, żeby ich posłuchać? To wpływ kurników, których na razie mamy 58. Co będzie gdy będzie ich ponad setka? Co zostawimy swoim dzieciom?
Radny Daniel Bryńczak, którysam złożył podpis pod protestem, zaproponował edukację: mieszkańcy, którzy sprzedają ziemię, musząwiedzieć, co tracą.
– Bo są tacy, którzy tylko czekają, żeby inwestor przyjechał i zapłacił
po 200 tys. zł za hektar ziemi.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Kupię ok 10 ha ziemi w gminie Paprotnia. Płacę 250 tys zł/ha. Oferta ważna do czasu uchwalenia planu ogólnego
Za poprzedniego wójta powstało 36, później 23, kolejne 5 właśnie otrzymało pozwolenie na budowę... Następni składają wnioski.
Gmine Paprotnia mozna wyliczac nie w mieszkancach na kilometr kwadratowy, a w kurczakach na kilometr kwadratowy. No ale ktos na tego czlowieka glosowal
Kupię ok 10 ha ziemi w gminie Paprotnia. Płacę 250 tys zł/ha. Oferta ważna do czasu uchwalenia planu ogólnego
Za poprzedniego wójta powstało 36, później 23, kolejne 5 właśnie otrzymało pozwolenie na budowę... Następni składają wnioski.
Gmine Paprotnia mozna wyliczac nie w mieszkancach na kilometr kwadratowy, a w kurczakach na kilometr kwadratowy. No ale ktos na tego czlowieka glosowal