Reklama

Sokołów Podlaski: Trudnych pytań nie brakowało

Spotkanie Sokołowian z burmistrz i radnymi miało odbyć się na skrzyżowaniu Fabrycznej i Węgrowskiej. W ostatniej chwili przeniesiono je kawałek dalej, na teren „Cukrowni”. Tam czekał rozstawiony namiot, krzesła i ulotki z informacjami o funduszach pozyskanych przez miasto.

Przyszło około 30 osób. Niewiele, ale dlatego rozmowa była bezpośrednia, bez poczucia, że ktoś przemawia z trybuny. -Tak sobie myśleliśmy: przyjdą, a może nie przyjdą. A może sobie postoimy, a może się nikt nie zainteresuje - zaczęła uśmiechając się burmistrz Iwona Kublik. - I wiecie, jaki kamień spadł mi z serca, że jesteście! Cieszę się. Już oddajemy wam głos.

Letnia: Co z chodnikiem i kanalizacją?

Pan Robert z ulicy Letniej pytał o chodnik. Tu sprawa wydawała się prosta. Radny powiatowy i prezes PUIK Marcin Pasik zapewnił, że powiat zaplanował tę inwestycję w tegorocznym budżecie, a miasto zadeklarowało pomoc. Trudniej zrobiło się przy kanalizacji. Marcin Pasik wytłumaczył mechanizm: żeby inwestycja w kanalizację miała sens, najpierw ludzie musieliby podłączyć gospodarstwa do istniejącej już sieci wodociągowej. A tymczasem niewielu z niej korzysta. Bez tego trudno uzasadnić wniosek o budowę.

Reklama

Dlaczego Błękitna czeka?

Najgorętszy temat przyszedł z ulicy Błękitnej. Mieszkanka mówiła o braku oświetlenia i utwardzenia drogi, o niebezpiecznym wyjeździe na Wiejską. Pan Artur dodał z goryczą: - Ale położona obok ul. Piękna, która była przejezdna, miała asfalt, została zrobiona od nowa. A u nas nie. Jesteśmy w XXVIII wieku. Nie wiecie, jak to jest mieszkać w kurzu. Karol Krakowski, szef komisji budżetowej, nie owijał w bawełnę: w mieście czeka na remont 71 ulic.

- Jeśli policzyć szacunkowy koszt budowy, to zabrakło nam dwóch budżetów, żeby zrobić to za jednym zamachem - powiedział. Komisja opracowuje teraz kryteria, które ulice remontować najpierw. Akurat w dniu spotkania omawiano sprawę oświetlenia ul. Błękitnej: potrzeba 520 tys. zł, zarezerwowano 212 tys. zł.

Reklama

Burmistrz nie uciekała od pytania, dlaczego Błękitna wciąż czeka. Wyjaśniła, że na początku kadencji miasto przejęło kilka rozpoczętych inwestycji, a 2024 rok był dla budżetu miasta dramatyczny: - Mieliśmy brak płynności finansowej, realną groźba zarządu komisarycznego, ale nie straciliśmy przejętych inwestycji. Co więcej, wnieśliśmy udział własny i wszystkie zrealizowaliśmy.

Dodała, że decyzję o kolejności remontów oddała radnym. A na pytanie, czemu pozyskiwanie funduszy trwa tak długo, odpowiedziała bez ogródek: - Żeby pozyskać środki, trzeba najpierw zrobić dokumentację, czyli mieć na nią pieniądze własne. A jak złożymy wniosek, nie ma gwarancji na sto procent, że dostaniemy dofinansowanie.

Reklama

"Na wariata" przez skrzyżowanie

Mieszkańcy z rejonu ulicy Bocznej, Pogodnej i Radosnej mówili dzieciach, które codziennie „na wariata” przebiegają przez ruchliwe skrzyżowanie, próbując dostać się do SP nr 2. - Walczymy o przejście już od 23 lat - powiedział jeden z mieszkańców, opisując skrzyżowanie, na którym zbiegają się aż cztery drogi, stoją tam przystanek autobusowy i kapliczka z ławeczkami.

– Występowaliśmy do Zarządu Dróg Krajowych, ale poinformowano nas, że nie mogą zrobić przejścia dla pieszych, jeżeli nie ma utwardzonego pobocza po drugiej stronie - wyjaśniła burmistrz, dodając, że miasto pracuje już nad koncepcją tzw. małej obwodnicy południowej, która ma odciążyć ten rejon i zapewnić tam grunty pod przyszłe inwestycje.

Reklama

Cierpliwość, nie czary

Nie zabrakło też chwil, które rozluźniły atmosferę. Radny Kosieradzki mówił, że dopiero jako samorządowiec nauczył się, iż wszystko ma terminy, przepisy i trzeba czekać. Marek Landzberg zdradził mieszkańcom tajemnice komisji inwestycyjnej: - Moi koledzy mówią tak: „Ty, Landzberg, ty się nie odzywaj, bo ty masz wszystkie drogi porobione, a my nic nie mamy. Ty siedź cicho!” - śmiał się radny i dodał, że przy jego domu jest zapomniana ulica Złota. Jak zaznaczył, gdy wyjeżdża na wózku inwalidzkim z domu to „wpada w turbulencje” - Mówię to publicznie, bo jakbym rozmawiał gdzieś w zaciszu gabinetu, to by było, że coś kombinuje. Więc publicznie pytam burmistrz: czy mogę tam położyć kawałek chodnika? Mówię to, żeby potem nie mówili, że jakąś prywatę załatwiam.

Mieszkaniec ulicy Bocznej zadeklarował „my też możemy się dołożyć” do remontu ulicy „niemałe pieniądze”- Nie ma „my – wy”, jesteśmy my. To nasze miasto - wtrącił Marek Landzberg.

Reklama

Burmistrz nie obiecywała złotych gór. Przypominała, że oczekiwania mieszkańców są ogromne, ale i potrzeby miasta niemałe: od remontów dróg, podziemnej infrastruktury kablowej, przez kanalizację deszczową, po ścieżki rowerowe, skatepark i basen. - Nie chce populistycznie działać na złamanie karku żeby tylko było widać inwestycje. Jeżeli już coś robimy, chcę, żebyśmy to robili z głową. Tak żeby nie było później uwag, że przykryliśmy asfaltem drogę, a mamy pod nią pękający wodociąg.

Więcej niż słowa

- Myślę, że to wyjście do was uzmysłowi, że naprawdę chcemy was wysłuchać. I to nie jest jakieś populistyczne stwierdzenie - powiedziała na zakończenie Iwona Kublik.

Reklama

Gdy spotkanie się skończyło, nie wsiadła do samochodu. Z radnymi Markiem Landzbergiem i Karolem Krakowskim ruszyła pieszo w stronę ulicy Oleksiaka Wichury, a potem Lipową, Kolejową i dalej aż do Baczyńskiego. Po drodze pytała mieszkańców, czego im w mieście brakuje. Kolejne spotkania zaplanowano na 2 lipca (przed Sokołowskim Ośrodkiem Kultury) i 3 lipca (Plac księdza Stanisława Brzóski), zawsze od godziny 16.30. 

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 01/07/2026 13:30
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości