Była sekretarz miasta Urszula Rozbicka twierdzi, że odeszła z pracy nie z własnej woli. Postawiono ją przed wyborem: albo zgodzić się na obniżkę wynagrodzenia o blisko 40% i degradację albo stracić stanowisko. Nie zgodziła się na proponowaną zmianę. Sprawę skierował do sądu pracy. Urząd miasta utrzymuje: to była reorganizacja, nie degradacja
Urszula Rozbicka wygrała konkurs na sekretarza we wrześniu 2024 roku. Pokonała jedynego kontrkandydata. Najpierw zawarto z nią umowę na trzy miesiące, potem na czas nieokreślony. Burmistrz mówiła o świetnym wykształceniu i doświadczeniu nowej sekretarz. Urszula Rozbicka przepracowała rok i 7 miesięcy. Ostatnie cztery - przebywała na zwolnieniu.
Na spotkaniu z dziennikarzami była sekretarz pokazuje zeszyt. Na początku zapisywała w nim sprawy do załatwienia. Z czasem notatki zaczęły przypominać… kronikę.
- Zaczęłam zapisywać, co burmistrz do mnie mówiła, jak mnie traktowała – opowiada. – Takich notatek nigdy wcześniej nie robiłam. Wśród wpisów są m.in. uwagi burmistrz o konieczności bycia do dyspozycji 24 godziny na dobę, pretensje o różne sprawy. Była sekretarz relacjonuje: – Raz pani burmistrz publicznie zwróciła mi uwagę, bo goniec zaparkował na jej miejscu, pytając, czym ja się zajmuję, skoro nie ma dla niej miejsca na parkingu.
Urszula Rozbicka zachowała też wiadomości od przełożonej. W jednej z nich pani burmistrz ma prosić, by sekretarz „zorganizowała” uprzątnięcie chrupek kukurydzianych, leżących przed wejściem do Urzędu Miasta.
Urszula Rozbicka opisuje urząd, w którym, jej zdaniem, były zaburzone podstawowe elementy codziennej pracy, np. przepływ informacji.
– Problem z komunikacją był od początku. Wyobrażałam sobie, że spotykamy się rano i ustalamy sprawy, ale pani burmistrz praktycznie nigdy rano nie było – mówi. Podkreśla, że burmistrz przyjeżdżała „na drugą zmianę”, wzywała pracowników tuż przed końcem pracy, więc zostawali po godzinach, a dokumenty wymagające jej podpisu – czekały. To dezorganizowało pracę.
Przykłady? Urszula Rozbicka mówi o wniosku o pieniądze z obrony cywilnej, przygotowanym przez pracownika. Nie było komu go podpisać przed wysłaniem, bo burmistrz nie była dostępna. Takie sytuacje, jak podkreślała, powtarzały się. Była sekretarz dodaje, że skarbnik i przewodniczący rady często nie znali planów burmistrz.
– A burmistrz i zastępca często wyjeżdżały bez wcześniejszego uporządkowania dokumentów do podpisu. Urszula Rozbicka zaznacza też, że burmistrz postanowiła stworzyć aplikację do raportowania codziennej aktywności pracowników. Testy zaczęły się grudniu ubiegłego roku. Sekretarz traktowała to jako wprowadzanie atmosfery kontroli i nadzoru.
Była sekretarz mówi też o problemach organizacyjnych urzędu.
– Zapowiadano reorganizację, ale jej nie wdrożono. Złożyłam kilka propozycji, żadna nie została zaakceptowana. Potem zajęła się tym zastępca burmistrza, z tego co wiem, nadal trwają prace – zaznacza. I dodaje: – Sądzę, że sposób zarządzania w urzędzie miasta wymaga istotnej poprawy, a część dokumentów jest tak zdezaktualizowana, że wymaga wymiany.
Jako przykład problemów organizacyjnych wskazuje starania o podwyżki dla pracowników: – Przygotowałam propozycje, ale tygodniami czekały na zatwierdzenie przez burmistrz, aż do mojego pójścia na zwolnienie.
Za moment przełomowy w relacjach z przełożoną Urszula Rozbicka uznaje 20 lutego 2025 r., gdy ujawniono defraudację pieniędzy w Szkole Podstawowej nr 6.
– Burmistrz kazała nam telefonicznie natychmiast zabezpieczać dokumenty we wszystkich jednostkach organizacyjnych. Prosiłam, by działać zgodnie z procedurami, ale burmistrz się rozłączała – relacjonuje była sekretarz i dodaje, że następnego dnia Iwona Kublik wydała pisemne polecenie służbowe nakazujące sporządzenie opinii prawnych i finansowych oraz podjęcie czynności „w trybie natychmiastowym”.
Sekretarz odpowiedziała na piśmie, wskazując, że powołane przepisy są wyrwane z kontekstu, a część działań, jak komisyjne plombowanie szaf w szkole, należy do kompetencji prokuratury, nie urzędu miasta. Pismo zakończyła słowami: „Jest mi przykro, że nie ufa Pani pracownikom, tylko pseudodoradcom, którzy Panią i nas różnią”.
– Usłyszałam potem, że burmistrz była bardzo rozczarowana i poczuła się sama, ale to my zostaliśmy sami. Że powinnam przeprosić burmistrz. Tylko za co? – pyta była sekretarz.
Latem 2025 r. Urszula Rozbicka otrzymała od burmistrz pisemne polecenie powołania zespołu ds. wydawania biuletynu samorządowego „Sokół Miejski” i nadzorowania jego prac, z terminem realizacji do września 2025 r. 8 grudnia 2025 r. dostała karę porządkową – upomnienie – za to, że biuletyn nie ukazał się do 1 grudnia. W uzasadnieniu wskazano, że opóźnienie uniemożliwiło przekazanie ważnych informacji mieszkańcom, w tym… życzeń świątecznych burmistrz. Urszula Rozbicka w sprzeciwie wyjaśniła, że biuletyn był gotowy do druku, a zabrakło jedynie artykułu, który miała dostarczyć sama Iwona Kublik. Sprzeciw został odrzucony; zarzucono jej „przerzucanie odpowiedzialności na pracodawcę” i niedopracowane materiały.
8 kwietnia 2026 r. sekretarz wróciła do pracy po czterech miesiącach zwolnienia lekarskiego.
– Burmistrz w tym dniu nie było. Degradację wręczyła mi zastępca. Iwona Kublik nie rozmawiała ze mną po powrocie, tylko uścisnęła mi dłoń na korytarzu. Myślę, że „pod publikę” – mówi Urszula Rozbicka. Wypowiedzenie zmieniające przewidywało przejście ze stanowiska sekretarza miasta na stanowisko inspektora ds. oświaty oraz obniżenie wynagrodzenia o blisko 40%.
– Chciałabym, żeby ludzie wiedzieli, że nie odeszłam sama – podkreśla była sekretarz. – Mnie się ta praca podobała. Jestem urzędnikiem z krwi i kości, a nie celebrytką. Ale proponowane warunki były nie do przyjęcia. Czemu sekretarz ma być „zapchajdziurą” w Wydziale Oświaty?
Adwokat Robert Czarnowicz, pełnomocnik byłej sekretarz, wskazuje, że podana przez pracodawcę przyczyna wypowiedzenia „szczególna potrzeba zapewnienia ciągłości realizowanych zadań w Wydziale Oświaty poprzez posiadane przez Panią wykształcenie oraz doświadczenie zawodowe” jest ogólnikowa i pozorna.
– Rzeczywistym celem pracodawcy miało być usunięcie pani Urszuli ze stanowiska sekretarza w związku z narastającym konfliktem z burmistrz – ocenia adwokat. – Zaproponowano mojej klientce warunki, które obiektywnie stanowiły degradację i były nie do przyjęcia. Nie sposób w wypowiedzeniu znaleźć odpowiedź na pytanie, dlaczego to właśnie sekretarz musiała zmienić stanowisko na kilka stopni niższe i podjąć pracę jako inspektor w wydziale oświaty, gdy spokojnie można było np. rozpisać na to stanowisko konkurs.
– Od 1 czerwca jestem bezrobotna – dodaje krótko Urszula Rozbicka.
Kiedy Urszula Rozbicka wróciła po miesiącach nieobecności…
– Każdy mnie wyściskał, mówili, że z dokumentami są problemy, a wiele spraw pozostawało nierozpoczętych lub niezałatwionych przez te miesiące – relacjonuje była sekretarz, a zapytana, jak nagłośnienie medialne sprawy wpłynie na pozostałych pracowników, odpowiada: – Nie wiem. Ludzie nie odchodzą z pracy, bo im się nie chce pracować. Odchodzą od pracodawców stwarzających trudne warunki pracy.
Zwróciliśmy się do burmistrz Iwony Kublik z pytaniami dotyczącymi okoliczności konfliktu z byłą sekretarz Urszulą Rozbicką i jej pozwu przeciwko Urzędowi Miasta. Odpowiedzi pani burmistrz to obszerne pismo. Mimo to Iwona Kublik podkreśla, że nie chce odpowiadać szczegółowo ze względu na poszanowanie niezawisłości sądu. W odpowiedziach odwołuje się też do prawa pracy i ustawy o pracownikach samorządowych. Na pytanie o karę dotyczącą biuletynu „Sokół Miejski”, burmistrz stwierdziła, że „kwestie zastosowania kary porządkowej pozostają w zakresie uprawnień pracodawcy” i że sprawa jest w sądzie. W sprawie poleceń związanych z reakcją po wykryciu defraudacji w Szkole Podstawowej nr 6 (poleceń, które Urszula Rozbicka zakwestionowała na piśmie jako wykraczające poza kompetencje urzędu), burmistrz odpowiada, że polecenie „miało charakter wewnętrzny i organizacyjny” i było „związane z koniecznością zapewnienia kompletności i bezpieczeństwa dokumentacji”, chodziło o „zabezpieczenie interesu prawnego i majątkowego Miasta”. A działania miały charakter „prewencyjny i legalny” i „nie stanowiły realizacji żądania organów ścigania”. Czyli: prokuratura niczego nie żądała. Urząd działał sam z siebie. Iwona Kublik kategorycznie zaprzeczyła, jakoby urząd miał stracić pieniądze lub przekroczyć terminy przy składaniu wniosków o dofinansowanie, bo w urzędzie „obowiązują rozwiązania organizacyjne, zapewniające ciągłość funkcjonowania jednostki (…) w tym terminowe podpisywanie dokumentów i składanie wniosków wymagających zachowania określonych terminów”. A jednoczesne nieobecności w urzędzie burmistrz i zastępcy? Iwona Kublik powołała się na regulamin: w takiej sytuacji ciągłość zapewniał sekretarz. Czyli... Urszula Rozbicka. Co pani burmistrz sądzi o aplikacji do raportowania aktywności pracowników? Potwierdza, że najpierw aplikację testowano, a od czerwca 2026 r. już ona działa. Iwona Kublik dodała też, że „plotki o rzekomym wdrażaniu narzędzi służących inwigilacji są nieprawdą”. Czy został już ogłoszony konkurs na nowego sekretarza? Jeszcze nie, ale jest planowany „w najbliższym czasie”. Kto pełni tymczasowo obowiązki sekretarza? Odpowiedź brzmi, że zadania realizowane są „w sposób zapewniający ciągłość pracy Urzędu”. W oficjalnym podsumowaniu burmistrz Kublik stwierdza, że „próby personalizacji rutynowych procesów zarządczych traktujemy jako element retoryki procesowej drugiej strony sporu” i wyraża „głębokie przekonanie”, że sąd oceni sprawę obiektywnie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze