Co to jest? Otwierane sześć razy i wciąż nieotwarte? To oczywiście nie jest trudna zagadka – stadion narodowy. Narodowy? Właściwie dlaczego „narodowy”? Bo biało-czerwony? Szlaban na przejeździe też jest biało--czerwony… Bo biega wokół stadionu wysportowana pani minister od sportu? Narodowy, bo mieliśmy na nim rozegrać (jeszcze latem) walny mecz z Niemcami? Mieliśmy, ale nie rozegraliśmy. W dzisiejszych czasach wszystko zmienia się tak szybko. Dobrze, że zdążymy na mecz wiosenny z Portugalią. Że Niemcy to nie Portugalia? Nie szkodzi. Szczęśliwie z Portugalczykami nie mamy żadnych dziejowych rachunków do wyrównania. Za korki do wina płacimy wszak regularnie i, mieszkając po europejskiej przekątnej, nie wchodzimy sobie w drogę. Nie te emocje, nie ta adrenalina. Możemy nawet przegrać.
Stadion narodowy jest, podejrzewam, stadionem narodowym, bo nie wiadomo, jaki jest. Sytuacja jest, można rzec, typowo polska. To znaczy: jest nieokreślona. Z jednej strony: „tak, ale...”, z drugiej: „za, a nawet przeciw”. Polskie? Arcypolskie! Nie ma takiego sukcesu, którego nie potrafilibyśmy zatruć potępieńczymi swarami. Ani takiego upadku, na dnie którego nie świtałyby nam nadzieje zwycięstwa: najpierw jutrzenka swobody, później – zbawienia słońce. Narodowy stadion, ani Niemiec, ani Moskal nie zaprzeczy, to nasza duma i polskie szczęście. Bo przecież, choć było pod górkę i wiatr wiał w oczy – daliśmy radę. Oto stoi: piękny jak wielkanocny koszyk. Patrz Europo.
Albo i nie patrz, bo przecież, cóż tu kryć, wstyd, wieczna sromota. Miał być pół roku temu, a jeszcze niegotowy (schody, dach, murawa, łączność, wieczna bieda…). Wybudowany, ale przecież wstydliwie spóźniony. Miało być pięknie, a wyszło jak zwykle. Jak zwykle w tym kraju wszystko żeśmy cudnie spartolili. Autostrady niedokończone i z dziurami. Trasy szybkiego ruchu rozgrzebane. Drogi, owszem, będą gotowe, ale już po Euro. Wpuścić chłopa do biura… Ale przecież – nie bądźmy czarnowidzami – daliśmy radę. Że te pół miliona premii z górką czkawką się odbija? Nie szkodzi. A co, nie stać nas? Na narodowym szczęściu i prestiżu będziemy oszczędzać? Tak jest ze wszystkim. Nie mamy pojęcia, czym jesteśmy. Zieloną wyspą, czy krajem na skraju bankructwa, zmuszonym ratować swoje finanse? Znaczącym europejskim graczem, czy przystawką do obiadu, z którą nikt się nie liczy. Tygrysem gospodarczym, czy wyliniałym kotem? Sportową potęgą po Justynie Kowalczyk, czy 70. miejscem w rankingu FIFA?
Przed laty Jan Tadeusz Stanisławski proroczo śpiewał o naszej narodowej kondycji: „Z jednej strony – śmiech szalony, z drugiej strony – gorzka łza. Z jednej strony – wódz, legiony; z drugiej – chłopska dola zła. Z jednej strony – demokracja, z drugiej – mocarstwowy styl. Z jednej strony – precz z sanacją, z drugiej – gdyby dziadek żył…” I tak to z nami jest. Pochwała niekonsekwencji. Szczęście w nieszczęściu. Polska jako rzeczywistość niedokończona. Nigdy nie wiemy, jak to jest z naszą narodową półlitrówką. Czy jest do połowy pusta, czy do połowy pełna?
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!