Wszystko zaczęło się od wymiany skrzynek pocztowych na nowe. Te wyposażone w wymagane przez Unię Europejską otwory wrzutowe nastręczyły lokatorom kłopotów. Teraz każdy może sobie wrzucać do nich, co chce i ile chce, zapchać stosem niezamówionej korespondencji.
– Jeden obrót kluczykiem i wysypuje się morze... Morze? Co ja mówię?! Ocean! Reklamówki, ulotki, broszurki, pierdółki, cuda–niewidy... – recytuje pan Waldemar. Czasem jest tego tak dużo, że w skrzynce nie ma już miejsca na właściwą korespondencję. Raz przez przypadek wyrzucił ze stertą ulotek ważną przesyłkę, od tamtej pory każda nowa, podrzucona działa na Pana Waldemara jak płachta na byka.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!