Reklama

Od widma upadłości do marzeń o I lidze

- Z każdej otwieranej szafy wysypywały się kolejne trupy - z Łukaszem Jarkowskim, prezesem MKP Pogoń Siedlce, rozmawia Paweł Świerczewski

- Wydawało się, że koniec  października 2021 roku będzie  zarazem końcem piłkarskiej Pogoni. Jedyna wątpliwość dotyczyła tego, kto ostatni zgasi światło.  Wtedy pojawił się promyk nadziei  w Pana osobie...

- To był strasznie trudny czas. Naprawdę byliśmy o krok od ogłoszenia u padłości. Jechałem na walne zgromadzenie, myśląc, że już chyba nic  się nie da zrobić. Chwilę przed spotkaniem miałem niemiłą rozmowę  z pewnym panem, który stwierdził,  że powinniśmy na to wszystko  machnąć ręką. Wtedy obudziła się  we mnie niesamowita złość. Jak to?  Machnąć ręką na dorobek tylu pokoleń, na klub z takimi tradycjami?  Jestem chłopakiem stąd, od małego przychodziłem na stary stadion  przy ul. Wojskowej. Uważam się za  człowieka sportu, bo wiele lat grałem w tenisa stołowego w Pogoni.  Zadziałały emocje. Grupka ludzi  podjęła się dramatycznej misji ratowania Pogoni. Szanse były niewielkie. Z każdej otwieranej szafy wysypywały się kolejne trupy. To nas  jednak nie zniechęciło, choć było  niezwykle ciężko. Jestem wdzięczny  rodzinie, że mnie poparła w decyzji  zawalczenia o Pogoń. Mam swój biznes, a więc nie dysponowałem dużą  ilością wolnego czasu. Mimo to bliscy nigdy nie robili mi wyrzutów, że  mam go jeszcze mniej, angażując się  w sprawy klubu. Wręcz przeciwnie.  Czuję, że stoją przy mnie. Bez nich  nie dałbym rady.

Reklama

- Ogromne długi, wizerunek  zszargany wieloma aferami. Kibice zadawali sobie pytanie, jak  można było Pogoń doprowadzić  do takiego stanu? Pan zna odpowiedź?

- Niegospodarność. Wynik finansowy Pogoni za 2021 rok wykazywał stratę w wysokości blisko  1,6 mln zł, co w naszych realiach  stanowi horrendalną kwotę. To nauczka dla nas, ale też przykład dla  innych, do czego może doprowadzić  powierzenie klubu w nieodpowiednie ręce. To nie jest prywatny biznes,  w którym gdy się nie uda, można  powiedzieć: trudno. Tu na szali leży  zaprzepaszczenie dobra wspólnego  mieszkańców Siedlec i regionu.

Reklama

- Nowy prezes stanął przed  ogromnym wyzwaniem. Co Pan  uważa za swój największy sukces?

- Odbudowanie relacji z miastem,  ARMS, kibicami, drużyną, rodzicami  dzieci z akademii, sponsorami. Każdy  z każdym był skłócony. Względem  piłkarzy i sztabu szkoleniowego  mieliśmy kilkumiesięczne zaległości finansowe. To rodziło frustrację.  W szatni panowała grobowa atmosfera. Rodzice byli na nas wściekli za  to, co się dzieje w klubie, zabierali  dzieci. Wystarczyło jedno spotkanie,  żeby to odmienić. Zdaliśmy sobie  sprawę, że wszyscy mamy Pogoń  w sercu. Następnego dnia rozpoczęły  się akcje pomocowe. Ogromny zryw  całej biało-niebieskiej społeczności.  Z czasem dogadaliśmy się też z władzami miasta, odzyskaliśmy zaufanie  sponsorów. To była długa i wyboista  droga. Zapanowała normalność.

Reklama

Cały wywiad z Łukaszem Jarkowskim, prezesem MKP Pogoń Siedlce przeczytacie w papierowym i e-wydaniu (kup teraz) "Tygodnika Siedleckiego (nr 8). 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości