Czy osoby rekomendowane na określone stanowiska płacą haracz na rzecz swoich partii? Ci, którzy rozstali się z partią lub zmienili ją na inną, odkrywają teraz kulisy finansowania ugrupowań politycznych.
Pieniądze z budżetu państwa, które są przekazywane partiom, nie zawsze wystarczają na prowadzenie promocyjnych kampanii, na robione w stylu wielkiego show konwencje. Nie było dotychczas tajemnicą, że posłowie, senatorowie i radni sejmików odprowadzali określony procent od otrzymywanych diet na działalność partii. Natomiast nowością okazały się informacje, że także ludzie związani z partiami lub nawet sympatycy ugrupowań, którzy obejmowali określone posady, także od poborów muszą odprowadzać haracz na partię, która ich na konkretne stanowisko namaściła.
Tutaj nie dają
W poprzedniej kadencji Samoobrona była w samorządzie powiatu siedleckiego w koalicji rządzącej. Szefem partii w powiecie był były senator Sławomir Izdebski, obecnie szef rolniczego OPZZ, oficjalnie występujący przeciwko polityce lansowanej przez przewodniczącego Samoobrony, wicepremiera Andrzeja Leppera. Izdebski przyznaje, że kiedy był w Samoobronie, obowiązywało zarządzenie Leppera, że każdy, kto obejmuje funkcję posła, senatora czy radego sejmiku z ramienia partii, to musi płacić składkę z pobieranej diety. Nawet radni powiatu siedleckiego, jak wspomina Izdebski, mieli obowiązek odprowadzania składki na partię - najpierw w wysokości 50 zł, następnie obniżono ją do 25 zł, a potem jakoś tak się stało, że wielu przestało płacić.
Wówczas Samoobrona była w opozycji do rządu i nie było takich możliwości, by ludzie z jej nadania obejmowali stanowiska kierowników jednostek, członków rad nadzorczych, dyrektorów czy prezesów spółek Skarbu Państwa. Taka szansa zaistniała obecnie, kiedy Samoobrona jest w koalicji rządzącej. Jednak były senator nie wie, czy ci, którzy teraz obejmują urzędy, opłacają się partii. Radnym w samorządzie powiatu minionej kadencji z nadania Samoobrony był Stanisław Ługowski. W partii tej jest, do dzisiaj. – Nieprawdą jest, byśmy płacili jako radni na partię – komentuje. – Było nas 7 radnych, żaden nie płacił. Nieraz tylko dawaliśmy składkę, symboliczną złotówkę na znaczek, czy coś tam. To były groszowe sprawy. Jako radny nic więcej na partię nie płaciłem i nikt się nie upominał.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!