Kiedy popadniesz w kłopoty, czy ktoś wpływowy ujmie się za tobą? Zadzwoni do sędziego? Powoła się na kancelarię premiera? Poprosi o stosowny termin rozprawy? O zaufane osoby w składzie? Zostanie zapewniony: proszę się nie martwić? Znasz kogoś takiego? Nie znasz? To może nie dla ciebie, Polaku mały, ta Rzeczpospolita.
Pamiętacie „Bruneta wieczorową porą”? Tak się złożyło, że spokojny weekend obarczonego rodziną korektora zależał od linki do sprzęgła. Bez sprawnej syrenki rodzina nie ruszy za miasto, a w całej Warszawie, jak na złość, linki nie można dostać: - Zygmunt mówi, że nigdzie nie ma! - Dla niego nie ma, dla mnie jest – odpowiadał bohater PRL-u. I prawdę mówił. Linkę do sprzęgła załatwiał bez trudu w sklepie mięsnym. W ramach wymiany usług poradził, gdzie załatwić podwójny wózek dla bliźniaków. W kwiaciarni u pana kierownika Banasiaka: - Powoła się pan na mnie i wszystko będzie załatwione!
Taka była Polska Rzeczpospolita Załatwialska. Tacy, co mieli dojście do linki i wózka, to był zresztą drugi sort. Prawdziwi gieroje to tacy jak prezes Ochódzki z „Misia”. Co robi prezes, kiedy wredna była niszczy mu paszport? Wpada w panikę albo opuszcza ręce? Bynajmniej. Patrz i ucz się, Polaku mały! Zobacz, jakie to proste! Wystarczy, że znasz reżysera Hochwandera, który po starej przyjaźni zatrudni cię w swoim filmie tylko po to, żeby później znaleźć ci sobowtóra. Wystarczy, że potrafisz tak omotać młodą aktorkę („- Bardzo porządna dziewczyna. - Trudno! Co robić...”), żeby doprowadziła sobowtóra do pożądanego wyglądu – glaca na łyso. Wystarczy, że pojedziesz do Londynu na paszport sobowtóra. Proste? Proste. Potrafisz tak? Nie potrafisz? To się nie dziw, że nie jesteś prezesem. Nie ta liga, nie ten łeb.
Wiadomo, każdy kogoś zna. Jeden ma szwagra, co sprzedaje radia, drugi ciotkę Zytę, co się zna na pitach. Ale przecież nie takich marnych detalistów załatwiania mamy na myśli w tym kazaniu. Za komuny, kiedy niczego nie było, może to i dobre było. Ale teraz? Linkę i wózek za drobne ciaćki można nabyć. Ale tam, gdzie kupić nie da rady, bo dostęp ograniczony lub reglamentowany, o… to już inna para bamboszy. Tacy, co potrafili i potrafią załatwić, nie zginęli. Są, i dobrze się mają, znajomości też mają. Rzeczy załatwiają nie tylko nadzwyczaj skutecznie, lecz również kompleksowo. Jak poproszą, to sam prezydent miasta ubierze się fikuśnie i będzie dla nich samolot ciągnął w promocji. Potrafisz działać tak, jak Marcin P., żebyś mógł przez lata skręcać od ludzi miliony i żeby nikt się ciebie nie czepiał? Żeby pisma do prokuratora ginęły w szufladach? Wpadłbyś na to, żeby syna premiera zatrudnić? Z czym do ludzi?
Kiedy widmo agenta Tomka krążyło nad krajem, na krótki czas załatwianie znalazło się w defensywie. Rozpierzchli się spłoszeni załatwialscy. Schowali, wpadli w popłoch. Jak żyć bez załatwiania? Jak iść do urzędu? Jak się leczyć? Bez znajomości? Bez łapówki? Normalnie, jak ludzie zwykli? Ale dziś znów są bezpieczni. Dobrze się mają. Ciesz się, jeśli jesteś jednym z nich. Dobrze jest znać właściwych ludzi.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!