No to rządzimy w UE. Polska rulez. Polską półroczną prezydencję, czyli przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej zainaugurowaliśmy hucznie. Bigos i schabowy mają iść w odstawkę. Będziemy prezentować się w Europie zdrowo i dziarsko. Z truskawkami i ze zdrową marchewką, ze strzałkami w górę w logo i z ludowym bączkiem. Tylko ta prezydencja po Lizbonie - słychać narzekania - już nie taka ważna, jak kiedyś. Ale trudno, my zawsze tak mamy. Co wejdziemy do jakiegoś ekskluzywnego klubu, klub schodzi na psy.
Ledwie wstąpiliśmy do NATO, zaczęto mówić o kryzysie NATO. To już nie ten pakt, co kiedyś - sarkano - twardy, groźny i nieustępliwy. Teraz Pakt Północnoatlantycki to podobno tylko takie lelum-polelum. Zwartości i gotowości bezpieczniej nie sprawdzać. Z UE jest tak samo. Kiedy objęliśmy prezydencję, Unia - co za pech! - jest w kryzysie. Grecja na skraju bankructwa. Francja chce wrócić do kontroli na granicach, więc Schengen ma iść w odstawkę. Budżety się chwieją i nie wiadomo, kto pierwszy opuści strefę euro. Rozsypka kompletna. Nawet najwięksi euroentuzjaści spuścili z tonu. Nikt już nie mówi, że tylko kompletne oszołomy zastanawiają się nad korzyściami rezygnacji ze złotego i wejścia do strefy euro. Wszyscy zaciskają pasa, tylko że już brakuje dziurek. Ale nic to, cieszmy się prezydencją. Premier Donald Tusk będzie miał sporo roboty za granicą, więc przynajmniej w kraju rząd poskromi swoje zapały i fantazje. Pół roku jakoś zleci. Za rok mistrzostwami w piłce nożnej znów przypomnimy się Europie. Ściśle mówiąc, za rok będzie już nawet po mistrzostwach. I też będzie wspaniale. Żeby tylko naszym piłkarzom nie przyszło do głowy, że mają cokolwiek zdobywać, a już, broń Boże, mistrzostwo, bo wtedy kłopoty murowane.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!