Reklama

Praca w Domu nad Stawami wróciła do normy

22/12/2009 11:54

Gdy wpisze się w wyszukiwarkę Google hasło „DPS Siedlce” wyskakuje strona Domu nad Stawami, a zaraz potem artykuł z „Tygodnika Siedleckiego”: „Mobbing i znęcanie psychiczne”. - Informacja jest krótka i nie można się od razu doczytać, że chodziło o mobbing wobec pracowników, a nie pensjonariuszy – mówi Adam Kowalczuk, nowy dyrektor Domu Nad Stawami.

Martwi się tym. W domu jest sto miejsc, dziś jest dziewięćdziesięciu pensjonariuszy. Zazwyczaj na wolne miejsce w DPS czeka się w kolejce. Czy na placówkę padł cień podejrzeń i wątpliwości? Minęły już ponad trzy miesiące od chwili, gdy były dyrektor Janusz Ginter złożył rezygnację z pełnionej funkcji. Adam Kowalczuk ocenia, że to była dobra decyzja.

- To było ostre cięcie, które miało dobry wpływ na unormowanie zaognionej sytuacji. Dyrektor kierował się dobrem mieszkańców, jak podkreślał, ale wyszło to na dobre także pracownikom. Adam Kowalczuk nie zastanawiał się długo, gdy otrzymał od prezydenta Siedlec propozycję pracy w Domu nad Stawami. Od ośmiu lat pracował w MOPR, był tam zastępcą dyrektora. Atmosferę pracy chwali sobie ogromnie. - Stosunki międzyludzkie są tam rewelacyjne! Ale nadszedł taki moment, gdy poczułem wewnętrzne wypalenie. Codzienny kontakt z ludzką biedą, przemocą, problemami z alkoholem, często z postawą roszczeniową i nieprzyjazną... To bardzo człowieka spala. Dlatego nie zastanawiałem się długo nad odpowiedzią dla prezydenta. Potrzebowałem już nowego wyzwania. O konflikcie w siedleckim DPS było głośno na całą Polskę. Pierwsze, co po przyjściu do nowej pracy zobaczył, to fakt, że nie było tu strony wygranej czy przegranej.

- Nikt tu nie wyszedł bez szwanku. Ani pracownicy występujący przeciwko dyrektorowi Ginterowi, ani pracownicy popierający dyrektora. Akcję protestacyjną zainicjował związek zawodowy „Solidarność”. Zaraz po moim przyjściu inni pracownicy założyli nowy związek zawodowy. Dziś jest on liczniejszy od „Solidarności”. 

Osią konfliktu była jedna z pracownic DPS, szefująca sekcji opiekunów. To jej zarzucano mobbing, brak kultury i poszanowania dla pracy innych. Dziś pracuje jako terapeutka. 

- Uważam, że panuje teraz wzajemna tolerancja. Nastroje się wyciszyły.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama