Reklama

"Przyjazne" Koleje Mazowieckie?

Chciałbym opisać Państwu wydarzenie, w którym brałem udział, będące w moim odczuciu skandalicznym naruszeniem jeżeli nie prawa to przynajmniej norm życia codziennego i zaprzeczeniem zwykłego poczucia przyzwoitości spółki Kolei Mazowieckich S.A., reklamującej się jako "przyjazna kolej"

Mam nadzieję, że podejmą Państwo w tej sprawie kroki, opisując tę  sytuację, gdyż jak mi się wydaje ma ona wymiar uniwersalny i jak sądzę może być wskazówką dla podróżnych.  
6 stycznia 2010 r. zostałem ukarany mandatem karnym w kwocie 77,5( jeżeli wpłata zostałaby dokonana po 7 dniach od daty wystawienia mandatu kwota rośnie do wartości 120 zł) w pociągu Kolei Mazowiecki relacji Siedlce - Warszawa. Powodem kary był zakup biletu bez rzekomych uprawnień - zakupiłem bilet studencki. Nie posiadałem jednak polskiej legitymacji studenckiej lecz zagraniczną, wydaną przez  Aristotle University w Salonikach, Grecja, która również potwierdza że jestem studentem - i co bardzo ważne, znajduje się tam na wymianie studenckiej w ramach programu ERASMUS. Zgodnie z regulaminem tego programu, zatwierdzonego przez Komisje Europejską posiadam prawo do wszelkich zniżek na przejazdy w krajach UE. Ponadto posiadałem drugą kartę EURO 26, która również potwierdza, że jestem studentem. Znajdujemy się wszak w UE, byłem więc przekonany, że przysługują mi prawa do zniżek także w Polsce. Czy posiadanie dwóch dokumentów potwierdzających mój status studenta nie wystarcza ? Najwidoczniej nie gdyż KM życzy sobie kartę ISIC, o czym dowiedziałem się od kontrolującego bilety.  

 Co ważne, zgodnie z podstawowymi zasadami strukturalnymi polskiego prawa, tj. przede wszystkim zasady hierarchii źródeł prawa, ratyfikowane umowy międzynarodowe(wyżej wspominane zniżki gwarantowane przez Komisję Europejska) a także akty z nich wynikające maja pierwszeństwo stosowania, przed ustawodawstwem krajowym, a także opartymi na nim aktami prawnymi, jakim niewątpliwie jest regulamin KM.     

A oto dlaczego uważam nałożenie wspomnianej kary za przynajmniej nieprzyzwoite. Bilet został mi sprzedany w kasie KM w Siedlcach, dlaczego więc mam ponosić odpowiedzialność finansową za błąd kasjerki, która najwidoczniej sama nie rozumie regulaminu KM, a raczej traktuje go zdroworozsądkowo(jeżeli posiadam 2 dokumenty, potwierdzające, że jestem studentem, dlaczego też niezbędna jest karta ISIC). Mało tego, w pociągu przeszedłem wcześniej dwukrotna kontrolę. Żaden z kontrolujących niczego mi nie zarzucił. Dopiero za trzecią kontrolą, stwierdzono brak żądanego dokumentu. W jaki wiec sposób egzekwują Państwo prawo?      

To skłania mnie do głębszej refleksji - czy zauważyli Państwo wielokrotne kontrole w pociągach kolei KM nawet na krótkich trasach. Czy ta wielce"przyjazna spółka" nie ma zaufania do własnych pasażerów i każdego traktuje jak potencjalnego "gapowicza". Nie chcę wspominać tu o praktykach stosowanych przez kontrolerów, którzy udają zwykłych podróżnych, po czym nagle zakładają legitymację, kiedy widzą "podejrzanego" lub słyszą rozmowy o nieposiadaniu biletu. To zachowanie wygląda jak "wojna podjazdowa". Proszę również wziąć pod uwagę, jaka niedogodnością dla pasażerów, jest obowiązek ciągłego pokazywania biletów, kiedy wczesnym rankiem ludzie  jadący do pracy chcieliby skorzystać z czegoś co w Kolejach Mazowieckich właśnie z powodu kilkakrotnych kontroli nie istnieje - "spokojna, relaksująca podróż"   Musze dodać, że uważam za skandal sposób w jaki mnie potraktowano - musiałem opuścić pociąg, przez kilkanaście minut wypełniano mandat karny, jak człowiek popełniający potężne wykroczenie, wręcz przestępstwo. Przecież miałem zakupiony bilet. Czy nie można rozwiązać tego w inny sposób; poprosić o dopłatę 3 zł. (właśnie tyle wynosi zniżka)

Jak groteskowa wydaje się cała sytuacja jeżeli dodam, że zniżka na bilet studenci wynosi 37 %, a na bilet KM 26 - 33%, a ta druga także mi przysługuje, czy przyzwoicie więc, karać uczciwego człowieka, kwotą 125 zł za 4% wartości biletu, tj. 40gr. (!!!) Czy strata kilkudziesięciu groszy wydaje się tej firmie ważniejsza niż strata zaufania pasażera?   Po telefonie wystosowanym do biura KM, otrzymałem informację, że powinienem zgłosić się do kierownika oddziału na stacji Warszawa Wschodnia i przedstawiając swoje rację. Jednak nie mogłem tego zrobić, gdyż czekałem na samolot odlatujący do Grecji. Usłyszałem, że mogę listownie lub mailowo dochodzić swoich praw, przedstawiając sytuację, jednak czas odpowiedzi wynosi do 30 dni. Kolejna więc groteskowa sytuacja; po 7 dniach kwota mandatu rośnie o 50 zł.,w razie negatywnej odpowiedzi będę zmuszony zapłacić dużo więcej. Czekać więc na odpowiedź czy zapłacić 77 zł ? - oto jakie pytanie się nasuwa.    

Kolejna skandaliczna sytuacja - po  wystosowaniu e-maila i 3  tygodniach oczekiwania otrzymałem odpowiedź.To znaczy nie otrzymałem jej osobiście, na adres mailowy, jak prosiłem, lecz została wysłana ona na mój adres domowy. Jak pisałem na wstępie znajduje się poza granicami kraju, w jaki więc sposób mam odczytać zaadresowany na mnie list. Czy spółka KM nie jest zaznajomiona z podstwowym prawem prywatności korespondencji ? Po przeczytaniu listu przez moja mamę, okazało się że cytuję "uwzględniono moją reklamację obniżając kwotę mandatu o 40 % tj. do 77,7 zł" Uwzględniono reklamację ??? Tego nie jestem w stanie zrozumieć. W razie niewykonania wpłaty w ciągu 14dni grozi mi odpowiedzialność sądowa.     

Proszę o opisanie przypadku. Wierzę, że prasa będąca przecież silną władzą jest w stanie obnażyć hipokryzje firmy. Mam nadzieję, że moje osobiste doświadczenie ma wymiar uniwersalny, z sprawy,które poruszyłem są znane podróżnym. Sądzę, że artykuł spotka się z żywą reakcję czytelników. Proszę o informację.

Z wyrazami szcunku - Piotr  

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości