Reklama

Psia gwiazda

20/07/2011 09:34

Za komuny porządek był. Syberyjski wyż rozstrzygał sprawę. Gdy przyszedł i stanął, to nic nie miało prawa drgnąć. Całymi tygodniami pogoda była jak drut. Stalowy drut. Słońce wschodziło i nie ważyło się pierzchnąć z nieba, póki nie obejrzało wieczornego dziennika z radosną prognozą, że jutro będzie dokładnie tak samo: pust wsiegda budiet sonce, pust wsiegda budiet nieba… A teraz? W jeden dzień można praktycznie przerobić podręcznik meteorologii: poranna mgła, błękitny wyż, nieśmiałe cumulusy, wypiętrzone nimbusy, ulewa, trąba powietrzna, tropikalny cyklon, gradobicie, a pięć minut później, jakby nigdy nic, niewinne słoneczko. Komu chałupy nie zabrało – podkoszulka, luzik i na rowerek.

Mniej fartowni niech czekają na kolegów z telewizji. Kiedy przyjadą z kamerą, trzeba powiedzieć, że czegoś takiego w życiu się nie widziało i że drzewa łamały się jak zapałki. O więcej nie będą pytać, wyjadą zadowoleni. Takie są teraz pospieszne czasy. Największe tragedie muszą się streszczać.
Za Gierka kilogram cukru kosztował złotych 10,50 i nie miał prawa kosztować inaczej. I komuś to przeszkadzało? Ustrój był do cna materialistyczny, ale ambitnie celował w wiekuistość: Młodzież zawsze z partią. Lenin wiecznie żywy.
Dzisiaj wszystko jest chwilowe. Co trwa dłużej niż pięć minut, nudzi. Publika szybko się męczy i szuka nowych wrażeń. Każdy chce mieć swoje pięć minut. Tańce z gwiazdami, tańce z deszczami, tańce z burzami. Tańce z gradem. Grad jest najstraszliwszym z żywiołów. Natura robi, co może, stara się nadążać i stąd to całe lipcowe szaleństwo. Pogoda jak na giełdzie. Wszystko zależy od chwilowych kaprysów koniunktury. Fala bessy jak front burzowy nadciąga znad oceanu, kursy niżów zwyżkują. Frank piętrzy się jak cumulonimbusy. Najwięksi telewizyjni szamani głupieją. Plączą się w zeznaniach, bezradni jak profesorowie ekonomii w obliczu kryzysu. Rozstawiają na mapie te swoje niże, wyże i fronty burzowe, a potem i tak wychodzi na odwrót. Żadnej pewności. Demokracja, psia mać.
Przy okazji – psia. Nie ma co mówić, że wakacje pod psem, bo zawsze są pod psem. Pradawne słowo „kanikuła” od psa pochodzi. „Canicula” to taki łaciński piesek. Starożytni zauważyli, że Słońce latem jest w gwiazdozbiorze Psa Wielkiego. Najjaśniejszy punkt tego gwiazdozbioru to Syriusz, czyli właśnie psia gwiazda. Jan Andrzej Morsztyn, barokowy specjalista od kunsztownych paradoksów, popełnił był nawet na tę wakacyjną okoliczność cykl miłosny„Kanikuła albo Psia gwiazda”, starając się sensownie powiązać czas największych upałów z żarem miłości: „Prędzej słońce na nocleg skryje się w jaskini, / W więzieniu będzie pokój, ludzie na pustyni, / Prędzej nam zginie rozum i ustaną słowa, / Niźli będzie stateczna która białogłowa.”
Z wyjątkiem paru mało zdolnych fraszkopisarzy, dzisiaj nikt już tak nie pisze. Pogodowe i kobiece anomalie podsumowuje się dowcipem i prozą. Kobiety są jak tajfun. Przychodzą ciepłe i wilgotne, a kiedy odchodzą, zabierają dom i samochód.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości