Nie tylko My Polacy pamiętamy o swoich zmarłych, pochowanych w innych miejscach świata. Wczoraj, 8 maja, przekonałem się o tym dobitnie. Na siedlecki cmentarz żołnierzy Armii Czerwonej przyjechało dwoje starszych ludzi. Jak się okazało podczas rozmowy, rodzeństwo - on Aleksander (74 lata), ona Tamara (70 lat).
Przyjechali aby zapalić znicz i położyć wiązankę na grobie swojego ojca, ЮРКИНA ПРОКОФИЙЯ ИВАНОВИЧA, który umarł od ran, odniesionych na froncie w szpitalu polowym w Siedlcach 26 sierpnia 1944 r.
Niby nic dziwnego, ale okazało się, że oboje starsi Rosjanie jechali do Siedlec przez 2 doby, z dwoma przesiadkami aż z Omska - miasta w Rosji, położonego na Nizinie Zachodniosyberyjskiej, przy ujściu rzeki Om do Irtyszu. Bagatela - prawie 2000 km pociągiem. Co więcej, byli w Siedlcach już 3. raz. Po raz pierwszy pod koniec lat 90., gdy otrzymali informację od Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, że w naszym mieście jest pochowany ich ojciec. Wówczas byli z wnuczką, by pokazać jej, gdzie zginął jej pradziad, po raz drugi w 2005 r., gdy przywieźli i umocowali fotografię ojca i obecnie po raz trzeci.
Kilka minut po złożeniu przez nich wiązanek, specjalnym autobusem przyjechały na cmentarz, by złożyć wiązanki, władze naszego miasta na czele z prezydentem Wojciechem Kudelskim, wiceprezydent Martą Sosnowską i wiceprzewodniczącym Rady Miasta Adamem Bobrykiem, w asyście żołnierzy i kombatantów.
Rosjanie mieli łzy w oczach, widząc, że Polacy pamiętają o ich rodakach - żołnierzach, którzy szli na Berlin i ginęli na obcej ziemi.
Zaskoczyła ich także decyzja polskiej delegacji, która po złożeniu kwiatów pod pomnikiem żołnierzy radzieckich i jeńców włoskich przeszła pod grób ich ojca.
Okazało się też, że przywieźli ze sobą list dziękczynny dla władz Siedlec z podziękowaniem za opiekę nad grobami żołnierzy radzieckich, a w szczególności nad grobem ich ojca. Chcieli zostawić go w Urzędzie Miasta, przez przypadek trafił on jednak do rąk własnych Prezydenta Siedlec.
Goście z Omska byli również pod wrażeniem widocznej troski o cmentarz - równo wystrzyżona trawa, nowe ścieżki, zadbane groby mile ich zaskoczyły. Żałowali jedynie, że brak jest oznakowania i informacji na dworcu kolejowym o możliwości dojścia lub dojazdu do cmentarza, a taksówka, jak się o tym przekonali, może być bardzo droga.
Stwierdzili, że troska o groby zbliża narody, mówili, że także w ich rodzinnym mieście są groby Polaków, o które dbają miejscowi Rosjanie.
tekst i zdjęcia: Rafał Dmowski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!