Reklama

Sąsiedzkie oko konia tuczy?

- Konie w stadninie są biedzone, głodzone, nie mają dachu nad głową.

Jak napiszecie o tym w swojej gazecie, może zabiorą im zwierzęta i da się je jakoś uratować – mężczyzna występujący w imieniu wiejskiej społeczności z Leszczanki był bardzo strapiony losem, jego zdaniem, mocno zaniedbywanych przez właścicielkę koni. 
Delegacja ze wsi zwróciła się o pomoc do naszej redakcji, zawiadomiła urząd gminy. Kiedy wójt Trzebieszowa, Krzysztof Woliński po raz pierwszy dostał informację o koniach od mieszkańców Leszczanki, już zaczął myśleć o tym, jak pomóc zwierzętom. – Może będziemy je podkarmiać przez zimę? – zastawiał się. Dopiero kiedy pojechał do Leszczanki, zmienił zdanie. Wieś była przerażona tym, co się dzieje ze zwierzętami. Plotka głosi, że nie tylko są zabiedzone, mają wystraszone oczy, wystające kości, ale nie mają dachu nad głową. Gminę obiegła wieść o dwóch koniach, które nie wytrzymały złych warunków i padły. To tylko podgrzało niepokój sąsiadów i zmobilizowało ich do bardziej zdecydowanych działań w obronie zwierząt. Pojechaliśmy na miejsce, żeby sprawdzić prawdziwość alarmujących wieści. Nie uprzedzaliśmy właścicielki stadniny o wizycie. Anetę Baranowską zastaliśmy w jej małym domku, który stoi przy samej stadninie. Była zdziwiona nagłą wizytą, ale przyjęła nas z gościnnością. Kiedy dowiedziała się, co jest jej powodem, od razu zaprosiła nas do stajni, żebyśmy sami mogli zobaczyć konie. Konie mają się dobrze W jednym murowanym budynku gospodarczym, który kupiła razem z siedliskiem, zastaliśmy dwa konie. Zwierzęta mają dach nad głową i sporo miejsca w zagospodarowanych boksach. W środku stoi nieco niespokojna klacz, którą niedawno Aneta Baranowska, ratując jej życie, wykupiła od rzeźnika. - Tym sposobem zyskujemy konie do naszej stadniny. Klacz miała iść pod nóż tylko dlatego, że miała wadę w pęcinie. Wada okazała się drobna i do wyleczenia – pokazuje, głaszcząc klacz z dumą. Koń jest od niedawna u pani Anety. Jest nerwowy i wylękniony, widać, że dużo przeszedł. Jeszcze boi się zostać w stajni sam, dlatego musi blisko niego stać drugi koń, sąsiad z boksu obok. Opuszczamy stajnię. Konie odprowadzają nas wzrokiem. Wyglądają za nami, zabawnie wystawiając głowy przez otwarte okna.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama