Mało jest zajęć ludzkich równie mało praktycznych jak narciarstwo zjazdowe. Bieganie na nartach, owszem, w pewnych okolicznościach może się przydać. Po uczciwej zawiei do apteki w miasteczku – wyobraźmy sobie takie położenie - szybciej może być na biegówkach niż karetką. Na takie okazje warto trzymać w piwnicy narty, ale wyłącznie narty biegowe. Zjazdowe nie przydadzą się na nic. Narciarstwo zjazdowe to klarowny przykład ludzkiej fanaberii. Sztuka dla sztuki. Przybyszewski byłby zachwycony. Narciarz zjazdowy, nie mając przy sobie stosownych butów – butów, które oprócz tego, że można przypiąć je do nart, do niczego innego się nie nadają – narciarz pozbawiony nart oraz wyciągu narciarskiego, jest jako homo sapiens zupełnie nieprzydatny. Jak katedra w puszczy.
Żeby to mógł być jeszcze byle jaki sprzęt albo pierwszy lepszy wyciąg… Ale nie, w narciarstwie zjazdowym postęp technologiczny jest nieuchronny i wciąga do wyścigu coraz to nowe gałęzie gospodarki narodowej. Gdzie czasy, kiedy skórzane buty wiązało się rzemykami do wyrwanych z płotu sztachet? A za cały wyciąg wystarczała dymiąca wyrwirączka? Czy ktoś jeszcze wie, co to była wyrwirączka? Dinozaurów nie pytam, wiem, że wiedzą! Bez coraz droższego sprzętu: bez wyrafinowanych nart, w których stosuje się coraz nowsze technologicznie stopy i plastiki, bez coraz sprytniejszych i czulszych wiązań, bez wystylizowanych butów, nad których kształtem biedziły się sztaby projektantów, bez ocieplaczy z materiałów o najwymyślniejszych właściwościach – narciarstwo zjazdowe nie istnieje. Wycina się całe połacie lasów, by postawić wyciągi, które używane są przez dwa, trzy miesiące. Przez resztę roku tylko bezużytecznie straszą w górskim krajobrazie.
Nasze płaskie okolice są, szczęśliwie, wolne od tego zjazdowego szaleństwa. Lud u nas solidny, praktyczny, zdrowy i użyteczny. Od bezeceństwa narciarskiego trzyma się z daleka. Poza tym narty to śliski temat. Może nie tak śliski jak lodowisko, ale zawsze. Można się przewrócić i poobijać. Albo nogi połamać. Tego właśnie życzą sobie zjazdowcy, widząc, że narciarz zarzuca narty na ramię: - Połamania nóg! Horror! Jest też życzeń wersja soft: - Stopy śniegu pod ryjem! Że niby jak się efektownie - na twarz przewrócisz, będziesz miał miękko. A przewrócić na nartach się trzeba koniecznie. - Jak sie nie przewrócisz, to sie nie naucys – mówił góral-instruktor w „Wojnie domowej” (w czasach, gdy były jeszcze wyrwirączki, był taki serial). I miał rację. Tych, którzy nie jeżdżą na nartach, stanowczo do tego nałogu zniechęcam. Zaczęły się ferie, na stokach i bez nich jest tłoczno.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!