Osobiście nie mam nic przeciwko temu, by w wyborczą niedzielę obserwował mnie obserwator OBWE. A co mi tam, niech się obserwator gapi! Niech odnotuje, jak raźno wstaję w wyborczy poranek, jak pośpiesznie wypijam poranną kawę, czując, że udziela mi się radosne, przedwyborcze podniecenie. Niech na bieżąco kontroluje ów międzynarodowy przedstawiciel, jak zawczasu sprawdzam sprawność wyborczego długopisu i zaopatrzony w dowód osobisty żwawo udaję się do lokalu obwodowej komisji wyborczej. I niech ma obserwator powód do zadowolenia, że - jak należy - po sprawdzeniu tożsamości, dwie karty do głosowania (do Sejmu i do Senatu) od skrupulatnych członków komisji wyborczej otrzymuję i idę w ustronne miejsce za kotarę, by aktu wyborczego w samotności dokonać. Niech widzi obserwator, że swobodnie i bez nijakiego przymusu to czynię. Że nie stoi nade mną reżimowy stupajka, że siepacze Kaczyńskich żywym ogniem do głosowania na listę numer 6 mnie nie przymuszają.
Obecność takiego międzynarodowego obserwatora to, sądzę, wielce pożyteczna i budująca byłaby okoliczność. A gdyby to nie był międzynarodowy obserwator, lecz atrakcyjna międzynarodowa obserwatorka (czyli obserwator płci żeńskiej), miałoby to wzgląd dodatkowo intrygujący i powabny. I słowo daję, nie czułbym się bliskością obserwatora poniżony. Przeciwnie - doceniony czułbym się i dowartościowany, że raz na cztery lata moją obywatelską postawę świat dostrzega, że mój akt wyborczy powagą swoją utwierdza i pieczętuje.
Mój rząd jednak obserwatorów OBWE do Polski nie zaprasza i co więcej - że ich obecność w kraju uważa za uwłaczającą. Szkoda wielka. Mógł przecież rząd powiedzieć: - Chcecie, koleżanki i koledzy z OBWE przyjechać do nas? To przyjeżdżajcie i obserwujcie do woli. Zapraszamy serdecznie, bo nie mamy niczego do ukrycia. Jesteśmy krajem dojrzałej demokracji i nasza demokracja krytyk się nie boi. Mógł tak rząd zrobić, ale nie zrobił. Zamiast tego, jak to ma w zwyczaju, nadął się, napiął, natężył i dyplomatycznie na świat się obraził.
Kiedy tu i ówdzie zgłaszano wątpliwości, czy różne trzyliterowe służby - CBŚ, ABW, CBA - nie za bardzo się nam w kraju rozhulały, premier i minister sprawiedliwości uspokajali, że uczciwi bać się niczego nie muszą, prawi i sprawiedliwi mogą spać spokojnie.
Uczciwi bać się niczego nie muszą, ale milsze PiS przyspieszone wybory niż komisja śledcza w sprawie śmierci Barbary Blidy. Uczciwi bać się nie muszą, ale lepiej było Sejm rozwiązać, niż zgodzić się na gruntowne wyjaśnienie prowokacji CBA przeciwko Lepperowi. Uczciwi mogą spać spokojnie, ale międzynarodowych obserwatorów na czas wyborów praktyczniej zostawić za drzwiami. Uczciwi przecież bać się nie muszą...
Dariusz Kuziak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!